Warszawskie pożegnania Ulica Żabia - "Życie Warszawy" nr 247 z 1968 roku

 

Dziesięć niskich słupków zamyka ulicę Żabią, oddziela ją od życia dzisiejszej Warszawy. Dziesięć kamiennych nagrobków. Cóż jeszcze pozostało? Jeden dom spłacheć przerośniętego trawą bruku i odcinek szyn tramwajowych, wiodących znikąd do nikąd. Choć w tak szczątkowym stanie, doczeka chyba jednak 1 ulica Żabia swego dwóchsetlecia.


Nazwę tę otrzymała w 1771 od stołecznej Komisji Porządkowej, której człon­kowie nie bardzo się zresztą wysilili: po prostu potwierdzili urzędowo fakt, że jeszcze wtedy była to okolica wilgotna, rozbrzmiewająca skrzeczeniem żab. A przecież już w pół wieku później stawiali tu domy najlepsi architekci owych czasów, mistrzowie warszawskiego empiru. Ulica Żabia była jedną z gablot wy­stawowych tego stylu, po któ­rym pozostały dziś w naszym mieście tylko drobne okruchy. Twórcy i epoki enipire'u i postemplre'u — Antoni Corazzi, Piotr Aigner, Henryk Marcom, Józef Orłowski, Alfons Kropiwnicki — nie wiedzieli, co czeka tak boga­to zaprojektowane fasady, wielopiętrowe ryzality i fryzy, nie przeczuwali, jak będą wrażliwe na ciosy nowoczesnej wojny. I nie tylko wojny... Niestety, większość tych ruin i pół ruin (m. in. przy ulicy Żabiej) zniesiono doszczętnie w latach pięćdziesiątych, minio protestów historyków architektury.

 

Sławni architekci budowali oczywiście na zamówienie ludzi zamożnych i przedsiębiorczych. Kamienice przy ulicy Żabiej były dobrą lokatą kapitału: wokół rozciągało się handlowe i kulturalne cen­trum ówczesnej Warszawy, nie brakowało amatorów na skle­py i mieszkania. W pierwszej połowie XIX w. ulica ta skupiała drukarnie i księgarnie nakładcze, wśród których wyróżniały się: pierwsza w Warszawie drukarnia hebrajska Nahansonowicza i Lebensohna oraz wydawnictwo „dzieł pożytecznych", prowadzone przez dwóch Stanisławów — Janickiego i Strabskiego.


W miarę rozwoju targowiska „za Żelazną Bramą” również charakter handlowy ulicy Żabiej ulegał zmianom, przesuwał się ze sfery „intelektualnej" ku sprawom bardziej przyziemnym, choć również dotyczy głowy... Warszawiacy starszego pokolenia pa­miętają Żabią sprzed ostatniej wojny. Odbijała wyraźnie swym charakterem od całej krzykliwej, wypełnionej ruchliwym tłumem dzielnicy. Nie wiedzieć czemu, właśnie tu skoncentrowały się pracownie modystek — kapeluszniczek. Nie były to oczywiście „paryskie salony" — służyły po­trzebom klientek mniej zamoż­nych i mniej wrażliwych na zmienność mody. Ale podobno kilka z tych pracowni miało wy­robioną dobrą markę także w tzw. wielkim świecie kobiecym, zwłaszcza wśród aktorek i żon przemysłowców.


Trzeba zresztą przyznać, że okolice Żelaznej Bramy sprawiedliwie służyły obu płciom, nie tak, jak dzisiaj, gdy na jednego i jedynego w Warsza­wie „Adama" przypada kilka­naście różnych „Mód" pol­skich, damskich, nowoczes­nych, nie licząc „Telimen" i innych „Cor". Wtedy, gdy Pa­ni szła po kapelusik na Żabią, Pan mógł w najbliższym sąsiedztwie wybrać sobie: ma­teriał bielski lub angielski (co na jedno wychodziło...) u Graffa na placu Żelaznej Bramy; gotowe ubranko — u Alabastra na Elektoralnej; melonik — w firmie „Bruno" tamże. Potem oboje mogli już zakończyć zakupy na ulicy Przechodniej — kilogramem pomarańczy dla dziecięcia. Są­siadka bowiem Żabiej, później jak i ona prawie całkiem zrównana z ziemią, była w owe czasy ośrodkiem handlu owocami cytrusowymi...


Warszawiacy młodszej generacji pamiętają jeszcze jeden krótki okres, kiedy już po wojnie Żabia i Przechodnia uzyskały odroczenie rozbiórki na jeden rok. W listopadzie roku 1947 — ruszyły tędy — każdą ulicą w jednym kierunku — tramwaje ze śródmieścia na Żoliborz. Mijały plac " Bankowy, Rymarską — i mknęły już bez przystanków przez kilometrową przeszło pustynię Muranowa. Gdy w listopadzie r. 1948 uło­żono nowe tory przez Ogród Saski, zakończył się i ten 0-statni epizod w dziejach dawnej ulicy Żabiej. Jej wylot zagrodzono słupami-nagrobkami. Jeśli nawet historyczną nazwę otrzyma inna ulica wśród nowych domów osiedla za Żelazną Bramą, to nie będzie już nigdy tamtą ulicą Żabią,  (kasp)