Zapomniana wizytówka stolicy - Krzysztof Mordyński

Pałac Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu swoim wyglądem miał świadczyć
o stabilności finansowej państwa

Pałac Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu na placu Bankowym, obecnie warszawski ratusz, należy do grona budowli późnoklasycystycznych najwyższej klasy. Niestety, trudno sobie wyobrazić, aby dzieło to mogło stać w bardziej nieodpowiednim otoczeniu.

Paląc został zbudowany w latach 1823-1825 według projektu włoskiego architekta Antonia Corazziego. Niespełna trzydzie­stoletni absolwent Akademii Sztuk Pięknych we Florencji przybył do Warszawy w roku 1819 na zaproszenie rządu Królestwa Polskiego. W ciągu następnych kilkunastu lat zrealizował w na­szym mieście ponad 40 projektów, nadając mu charakter stolicy europejskiej. Do najbardziej znanych jego dzieł należą monumen­talne budowle: Teatr Wielki, Pałac Staszica i zespół budynków na placu Bankowym.

Corazzi łączył w sobie talent architekta i urbanisty. Jak zauważył Zygmunt Stępiński, „projektując i realizując swe monumentalne budowle, wiązał je z istniejącym otoczeniem, tworząc jednocześnie wielkie kompozycje przestrzenne" („Siedem placów Warszawy", Warszawa 1988). Dążył do tego, aby najefektowniejsza część jego dzieła - fasada budynku - miała przewidziane odpowiednie miejsce w swym otoczeniu, z którego prezentowałaby się szczególnie efektownie. I tak Pałac Staszica zamyka widokowo Krakowskie Przedmieście, Teatr Wielki dominuje swą bryłą nad rozległym placem. Trochę inaczej wygląda usytuowanie i historia jego najwybitniejszego dzieła, gmachu Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, czyli odpowied­nika dzisiejszego Ministerstwa Finansów.

Kasetony głównego portyku zgodne z ówczesnymi
kanonami architektury
Majestatyczny gmach

 

Na siedzibę Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu rząd Królestwa Polskiego zakupił dawny dwór Leszczyńskich przy ulicy Rymarskiej. Uliczki tej nie znajdziemy na mapie dzisiejszej Warszawy. Zaczynała się przy figurze św. Jana Nepomucena na Senatorskiej i biegła na ukos przez obecną jezdnię placu Banko­wego aż do bramy dworu. Tu zwężała się i skręcała wzdłuż kamie­nic aż do ulicy Leszno, czyli dzisiejszej alei Solidarności.

Corazzi gruntownie przebudował dwór, tworząc nowy gmach na potrzeby komisji. Ponieważ był to jeden z najważniejszych urzędów w państwie, florencki architekt poszukiwał dla budowli stylu pełnego majestatu i powagi, świadczącego o stabilności finan­sowej państwa i rzetelności jego urzędników.

Zgodnie z ówczesnymi kanonami architektury Corazzi sięgnął po monumentalne kolumna­dy i portyki, ale sposób, w jaki je wykorzystał, świadczy o oryginal­ności i geniuszu włoskiego budowniczego. Główna bryła pałacu znajduje się w głębi dziedzińca. Nim się do niej dojdzie, mija się dostojne podcienia kolumnowe w porządku jońskim, które okalając skrzydła gmachu, łączą się bezpośrednio z placem. Zatem już na wstępie mamy do czynienia z architekturą o monumentalnym wyra­zie, podkreślającą wagę miejsca. Dalej napięcie stopniowo wzrasta. Główny wejściowy portyk pałacu musi zdominować i tak już dość wyniosłą formę skrzydeł. Corazzi zastosował kilka zabiegów, aby osiągnąć ten cel. Przede wszystkim portyk wznosi się ponad skrzy­dła. Jego kolumny zostały wydźwignięte na arkady parteru, znajdują się więc o całą kondygnację wyżej. Główne wejście włoski budowni­czy zróżnicował także artystycznie. Kolumny o kapitelach korynckich - a więc bardziej wyrafinowanych niż jońskie - wspierają fron­ton z bogato płaskorzeźbionym tympanonem. Centralną postacią tego dzieła jest bogini Atena - tutaj symbol mądrości - której powojenni konserwatorzy z niewiadomych przyczyn dodali skrzydła. Portyk środkowy został wyróżniony w jeszcze jeden sposób-poprzez cofnięcie w głąb dziedzińca. Tu najczytelniej objawia się geniusz Antonia Corazziego. Umieszczenie kolumnad bocznych i dominują­cego akcentu centralnego w jednej linii wzmogłoby może monu­mentalność całej bryły, ale równocześnie odebrałoby jego dziełu wiele walorów widokowych. Przez cofnięcie głównej części pałacu Corazzi uzyskał głęboką kompozycję przestrzenną. Ma ona charak­ter dynamiczny, gdyż oglądając ją z różnych miejsc - usytuowanych bliżej lub dalej na osi kompleksu, bądź z ukosa, uzyskujemy za każ­dym razem nowy i interesujący wgląd do „wnętrza" tej kompozycji. Pałac widziany frontalnie puszy się w swym oficjalnym wizerunku wszystkimi rzędami kolumn. Gdy patrzymy nań pod kątem, monumentalizm budowli nieco słabnie, a skrzydła, ujawniając tylko część dziedzińca i odsłaniając fragment portyku, intrygują widza, co też kryje się w głębi. Interesujący jest także widok spod podcieni na wejście główne. Gość wstępujący w progi pałacu, będąc już niejako chronionym przez strop podcienia, może z bliska zmierzyć się z potężną bryłą portyku, która - jakby zaczarowana - nagle ogrom­nieje. Dzieje się tak za sprawą zmiany skali otoczenia. Z dzisiejszego rozległego placu, skąd portyk nie wydaje się wcale tak wielki, wcho­dzimy na dziedziniec, którego wąskie ramy wyolbrzymiają architek­turę centralnego wejścia. Innego rodzaju efekty dynamiczne dają plamy światła pulsujące na fasadach, a zwłaszcza długie cienie kolumn wędrujące po murach.

Oś Corazziańską - projekt Piotra Bielańskiego, 1954 r.

Niestety, Czytelnik może mieć pewne trudności w sprawdzeniu, czy autora artykułu nie poniosła fantazja. Gmach Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu nigdy nie miał otoczenia tak zaaranżowanego, aby móc w pełni podziwiać jego walory. A nasze czasy są dla niego wyjątkowo barbarzyńskie. Zacznijmy jednak od okoliczności, w któ­rych wzniósł go architekt.

Budowla nie mogła pozostać w wąskiej uliczce, gdyż wszystkie walory pałacu można w pełni docenić jedynie wtedy, gdy patrzy się z pewnej odległości. Budowa gmachu komisji łączyła się z reorganizacją pobliskiej przestrzeni miejskiej. Niebawem obok powstał budynek giełdy (1825-1828) oraz pałac Ministra Skarbu (1825-1830). Stanęły one w jednej linii na trójkątnym placu, którego dwa pozostałe boki wytyczały ulice Rymarska i Senatorska. Taki układ nie zadowalał florenckiego architekta, gdyż wciąż najbardziej monumentalny z tych budynków był najbardziej skryty.

W 1825 r. mistrz nakreślił projekt, zgodnie z którym plac Bankowy miał przyjąć formę zbliżoną do prostokąta, a od frontu pałacu komisji miała się ciągnąć szeroka aleja - główna część tzw. Osi Corazziańskiej. Biegła ona w kierunku gmachu mennicy przy ulicy Bielańskiej. Utworzone zostałyby w ten sposób dwa punkty widokowe. Patrząc z ulicy Bielańskiej, można by objąć wzrokiem oba skrzydła pałacu komisji i w pełni docenić jego walory. Stojąc natomiast przed budynkiem komisji, widziałoby się całą mennicę, choć nieco z ukosa, co dałoby w efekcie widok mniej hieratyczny, ale chyba dzięki temu ciekawszy.

Projekt okolic placu Bankowego, z 1951 r.

Socrealizm szansą dla Corazziego

Planów Corazziego nie udało się zrealizować przed powstaniem listo­padowym. Trójkątny kształt placu Bankowego został w następnych latach utrwalony poprzez ścisłą obrzeżną zabudowę, a projekt Osi Corazziańskiej musiał poczekać aż do odbudowy stolicy po drugiej wojnie światowej. W okresie socrealizmu, na początku lat 50., z łatwo­ścią podejmowano decyzje o wyburzaniu kamienic, które przeszkadza­ły w realizowaniu monumentalnych założeń osiowych. Nowa doktryna dała więc szansę urzeczywistnienia marzeń florenckiego architekta, choć w nieco zmienionym kształcie.

Biuro Urbanistyczne Warszawy w oparciu o Oś Corazziańską plano­wało utworzyć tu dwa krzyżujące się trakty piesze. Pierwszy biegnący na wprost pałacu komisji, przez prześwit w projektowanym przy placu budynku Ministerstwa Budowy Miast i Osiedli docierałby do ulicy Bielańskiej.przy której zaplanowanopotężny gmach ratusza. Rozebranie kamienic w tym rejonie umożliwiło także wytyczenie drugiego traktu pomiędzy pałacem Przebendowskich a kościołem reformatów na ulicy Senatorskiej. Na skrzyżowaniu tych traktów powstawałby nie­wielki placyk. Takie wnętrze miejskie rysowało się niebywale atrakcyjnie: kameralnie obudo­wane domami ze sklepami i kawiarniami, przeznaczone tylko dla pieszych, bogate w zie­leń, a nade wszystko z widokami czterech obiektów, z których dominującą rolę odgrywał pałac komisji. Niestety, władze nie zdecydowały się na realizację projektu i ostateczny kształt temu obszarowi nadano już po zakończeniu panowania reali­zmu socjalistycznego, na przeło­mie lat 50. i 60. według dość zaskakującej koncepcji zespołu architektów: Czyża, Furmana, Robaczyńskiego i Skopińskiego.

 

Plac chaosu i spalin

 

Jakże inaczej przedstawia się dzisiejsze otoczenie pałacu komisji od tego, którego pragnął Corazzi, a później planowało BUW. Udało się wydobyć monumentalne dzieło florenckiego architekta z wąskiego zaułka, ale wpadł on w przestrzeń jeszcze gorszą, bo zupełnie chaotyczną. Rozszerzenie placu Bankowego i połączenie go z rozległym obszarem przed kinem Muranów sprawia, że plac niejako „rozlewa się" nie znajdując formy. Zbyt wielka skala takiej przypadkowej przestrzeni nie służy architekturze pałacu.

Na placu dominuje funkcja komunikacyjna - wszystko jest jej podporządkowane. Wśród spalin i ryku silników nie ma miejsca na kontemplację architektury. Trudno się przecież spodziewać, że skrzyżowanie Trasy W-Z z przedłużeniem Marszałkowskiej będzie oazą spokoju. Doświadczenia innych stolic europejskich uczą jednak, że ruchliwe miejsca można zaaranżować w sposób przyja­zny dla mieszkańców i turystów. Trzeba tylko uprzytomnić sobie, że ulice to nie jedynie połączenia z punktu A do punktu B, a place mają być nie tylko węzłami komunikacyjnymi. Część placu Bankowego o funkcji reprezentacyjnej w pobliżu pomnika Juliusza Słowackiego jest wykorzystywana jako parking. Monument wiesz­cza nie odgrywa na placu żadnej istotnej roli plastycznej, wśród samochodów, autokarów i ciężarówek; jest po prostu jeszcze jedną niezharmonizowaną bryłą. Funkcja społeczna (miejsce spotkań, kawiarnie) oraz handlowa skupione są na wschodniej ścianie placu, gdyż zachodnia jest martwa. Piękne arkady pałacu Ministra Skarbu zostały zagrodzone sztachetami, ponieważ urzędnicy nie mieli pomysłu na wykorzystanie atrakcyjnych lokali w podcie­niach. Narożna Galeria Porczyńskich (d. giełda) zakryła wykładzi­ną podłogową dostojne porte-fenetre wychodzące na plac, sugeru­jąc chyba, że nie zależy jej na zwiedzających.

Lokalizacja wieżowca" jest podręcznikowym przykładem arogancji
wobec historycznej architektury i ładu urbanistycznego

Żyjąca wschodnia strona placu zostaia jednak upośledzona przez „błękitny wieżowiec". Jego budowa ciągnęła się latami (1975-1991). Architekci wysokościowca zaprojektowali wokół niego szereg mur­ków i tarasów, jak gdyby specjalnie chcieli odciąć swe dzieło od placu Bankowego i przemierzających go ludzi. Wartki strumień przechodniów płynie więc między torowiskiem i nieudanym pomniczkiem prezydenta Stefana Starzyńskiego, omijając z dala powierzchnie handlowe na parterze wieżowca.

Lokalizacja wieżowca jest podręcznikowym przykładem arogancji wobec historycznej architektury, ładu wcześniejszej koncepcji urba­nistycznej oraz wartości przestrzeni publicznej. Oto tuż obok pała­ców Corazziego, dzieł światowej klasy, wybitnej i eleganckiej archi­tektury, wyskakuje potężna, wielokrotnie rozczłonkowana bryła nowoczesnej budowli. Wieżowiec zdecydowanie przygniata swoje otoczenie. W jego sąsiedztwie pałac komisji traci swój monumental­ny wyraz. Co najgorsze, niska część wysokościowca przegradza Oś Corazziańską, czyniąc ewentualną realizację tej koncepcji w przy­szłości mało prawdopodobną. Nie ma się też co dziwić, że w tym chaosie osoby decydujące o lokalizacji przystanków komunikacji miejskiej nie uszanowały walorów widokowych i zatarasowały wiata­mi jedyne miejsce na osi założenia urbanistycznego, z którego można by podziwiać architekturę pałacu.

 

Projekty z lat 50. obejmujące dwa piesze trakty zostały przerobione w karykaturalny sposób. Wspomniany zespół architektów zaprojek­tował w tym rejonie osiedle „Plac Teatralny". Tandetne bloki usta­wione bez logicznego związku z ulicą są dalekim echem idei budowy osiedla ogrodu, niesprawdzającej się jednak w centrum miasta. Bieg ulicy Corazziego mija się z osią założenia urbanistycznego. Wygląd i poślednia rola tej wewnętrznej uliczki osiedlowej urąga imieniu wielkiego architekta.

 

Przyjazne forum miejskie

 

Popuśćmy na chwilę wodze fantazji - zastanówmy się, jak mógłby wyglądać plac Bankowy i założenie Corazziańskie, gdyby poddać je chociaż częściowej, ale zdecydowanej rewitalizacji. Na wprost ratu­sza w części pieszej, na obszarze zajmowanym przez niską część wie­żowca spróbujmy wyobrazić sobie - zgodnie z projektami z lat 50. - placyk, małe forum miejskie. Wzbogaćmy go o niewielką fontan­nę, stoliki kawiarniane na obrzeżach, kilka ławek. Nie ma to być zielony azyl, miejsce dla matek z dziećmi, ale ruchliwy fragment wielkiego miasta, charakterystyczny punkt umawiania się na spo­tkania.

Placyk byłby dogodnym punktem obserwacji pałacu komisji. Ruch na jezdniach placu Bankowego, oddalony o kilkanaście metrów i odseparowany np. niskim żywopłotem, nie przeszkadzałby już tak bardzo jak dziś, gdy budowlę można oglądać, tylko stojąc na krawęż­niku. Znalezienie punktu widokowego dla miejskiego ratusza miało­by znaczenie nie tylko estetyczne czy turystyczne, ale także związane z prestiżem władzy. Wyeksponowanie w przestrzeni miejskiej siedzi­by urzędu prezydenta miasta, uczynienie z pałacu komisji dobrze rozpoznawalnego obiektu, z którym obcowanie byłoby estetyczną przyjemnością, miałoby z pewnością pozytywny wpływ na postrze­ganie władz miejskich w ogóle, tworzyłoby także mocniejszą więź między mieszkańcami a ich miastem. To nie byłoby tylko miasto, którego „używamy", ale nasze miasto.

Utworzenie placyku mogłoby mieć także bezpośredni sens ekono­miczny dla właścicieli wieżowca. Wprawdzie zmniejszyłaby się nieco ich wynajmowana powierzchnia biurowo-usługowa, lecz w ostatecz­nym efekcie z pewnością więcej by na tej zmianie skorzystali. Zyski osiągane z tej działalności zależą bowiem w dużej mierze od atrakcyj­ności lokalizacji. Obecnie głównym atutem biurowca jest pobliski węzeł komunikacyjny. Wybudowanie w bezpośrednim sąsiedztwie wieżowca ruchliwego i modnego placyku, spełniającego różne funk­cje, mogłoby zwielokrotnić atrakcyjność budowli, a przede wszyst­kim ożywiłoby parterowe pomieszczenia handlowe, które obecnie znajdują się poza głównym nurtem przechodniów.

Być może fantazje te nie są tak nierealne, jak mogłoby się wydawać. Przecież wyburza się zabytki pod apartamentowce, budynki biurowe z lat 90. ustępują nowym. Zabudowuje się ostatnie wolne działki w centrum. W tym chaosie ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę, jak wielki potencjał kreowania przyjaznej przestrzeni miejskiej kryje się w zaniedbanym placu Bankowym, niewykorzystanych walorach pałacu komisji czy przegrodzonej Osi Corazziańskiej. «—

 


Źródło: STOLICA 6/2010