WALICÓW - Zastygła przeszłość ulicy
Trudno dziś pisać o ulicy Waliców, gdy nie ma w ogóle jej charakterystycznego początkowego fragmentu, jakim był rozłożysty gmach szkół Zgromadzenia Kupców przy narożniku z ulicą Prostą. Wspaniały ten budynek, wzniesiony na przełomie XIX/XX stulecia, tkwi jednak i dziś w pamięci wielu „przedwojennych" pokoleń jako symbol topografii ulicy Waliców, ale też - świetności warszawskiego kupiectwa tamtych lat. Istniał jeszcze po ostatniej wojnie w postaci wypalonych murów z kolumnami, ozdobnymi gzymsami, kamiennymi parapetami mniej więcej na terenie, gdzie teraz mieści się Urząd Pocztowy Warszawa 66 i przejście obok Mennicy (biorąc poprawkę na rozszerzenie ul. Prostej). W 1939 roku Zgromadzenie Kupców prowadziło tu m.in. prywatną szkołę powszechną, szkołę zawodową przysposobienia handlowego dla subiektów, szkołę kupiecką specjalną, gimnazjum męskie ogólnokształcące, liceum handlowe, instytut praktyczny wiedzy handlowej im. Senatora Bruna, dziesiątki kursów dokształcających. Wszystkie te placówki znane były z wysokiego poziomu nauczania. Wykładali tu pedagodzy takiej klasy, jak Gabriel Korbut, Ludwik Krzywicki, Władysław Przanowski. Przez cały dzień okolice te roiły się od uczniów wchodzących lub wychodzących z narożnego gmachu, bowiem wykorzystywany był od rana do wieczora.
Monumentalny początek ulicy Waliców odpowiadał nastrojowi dalszego jej ciągu. W pobliżu skrzyżowania z ulicą Ceglaną (dziś Icchaka Pereca) piętrzyły się wielopiętrowe kamienice z fasadami suto obrzuconymi zdobnictwem secesyjnym i modernistycznym. Stawiano je głównie w pierwszych latach XX stulecia, gdy nad całą tą okolicą unosił się zapach piwa (Habcrbuscha i Schielego) oraz dużych pieniędzy (też Haberbuscha i Schielego). Była to stara tradycja: już na początku XIX wieku przy ulicach Waliców, Grzybowskiej, Ceglanej, Żelaznej, Krochmalnej warzyli piwo i pędzili gorzałkę Stenbrychowie, Vivegerowie, Wasielewscy, Kazmirusowie, Wołowscy. Kaplińscy, Jasińscy, Orłowscy, Cymermanowie. W drugiej połowie XIX wieku przejęli te „domowe" browary i rozbudowali specjaliści pochodzenia przeważnie niemieckiego, jak Jung, Krauze, Reich. Boenisch, Roehr, Machlejd, Haberbusch i Schiele. Ci ostatni wykupywali mniejsze browary i stworzyli potężną spółkę akcyjną, która stopniowo zawładnęła dużym kwartałem miasta między ulicami Wronią, Krochmalną, Ciepłą i Ceglaną. Jej zarząd mieścił się przed I wojną światową przy Krochmalnej 59, w okresie międzywojennym przy Grzybowskiej 58 (prawie ta sama posesja lecz wjazd z innej strony). Mniej więcej pośrodku tego kombinatu piwno alkoholowego znajdowała się ulica Waliców. Po środku i nad nim, ponieważ tak daleko sięgały głębokie, mocno sklepione piwnice składowe oddziału spirytusowego Haberbuscha i Schielego przy ulicy Ceglanej 4. Rozgałęzione te lochy, częściowo zalane wodą. były po ostatniej wojnie intrygującą zagadką i przeszkodą w nowym budownictwie.
Siedmiopiętrowa kamienica Banku Handlowego przy Ceglanej 8 straciła podczas wichury dach, który spadł na sąsiedni browar Haberbuscho i Schielego, co zapowiadało rychłą plajtę tej firmy - zdaniem „specjalistów" z Nalewek.Jeszcze dawniejsze pochodzenie ma sama nazwa ulicy Waliców. Wywodzi się od nazwiska rodziny Walickich, kasztelanów sochaczewskich i wojewodów Rawskich, którzy w drugiej połowie XVIII wieku założyli tu osobną jurydykę o tej nazwie. Wytyczona wtedy ulica wsławiła się w XIX wieku nie tylko browarami i gorzelniami. Zamieszkał tu na rogu Ceglanej (nr hip. 1117) Jan Ulrych (Ulrich), ogrodnik z Saksonii, który postawił jedną z pierwszych w Warszawie oranżerię nie jak uprzednio pałacowo ozdobną, ale nastawioną przede wszystkim na produkcję towarową. W ogrodach Ulrychów na Walicowie hodowano najprzedniejsze gatunki warzyw, owoców i kwiatów, które w późniejszych latach dały początek tak wysoko cenionemu warszawskiemu ogrodnictwu. Gdy w 1877 roku syn założyciela, Krystjan, kupił kolonię w Gorcach (późniejszy Ulrychów) pod hodowlę drzew owocowych i ozdobnych, przedsiębiorstwo było już w pełnym rozkwicie.
Starsi warszawiacy pamiętają z okresu międzywojennego firmowy sklep z nasionami Ulricha na jednym z narożników Hali Mirowskiej, obok sklepów owocowo warzywnych Karczewskiego i „Sadów Wilanowskich".Inną dziewiętnastowieczną atrakcją ulicy Waliców była sala tańca na rogu Krochmalnej, zwana Wrocławską, później Fiedlera (od nazwiska właściciela domu), uczęszczana przez publiczność, jak wtedy określano, „mniej zamożną", przez wyrobników, rzemieślników, żołnierzy, studentów. Wszystkie te lokalne osobliwości zanikały pod koniec XIX wieku, gdy rosnące ceny gruntów w śródmieściu zachęcały do burzenia starych domów i wznoszenia wielopiętrowych kamienic czynszowych z kilkoma oficynami i podwórkami studniami.
Taka oficyna i takie podwórko, otwarte na oścież, to wszystko, co pozostało po wojnie z kamienicy nr 14, doszczętnie zburzonej w części frontowej. Była sześciopiętrowa i ozdobiona w stylu modernistyczno—klasycznym, zaprojektował ją w 1912 roku wybitny architekt warszawski Józef Napoleon Czerwiński, którego manierę twórczą możemy jeszcze dziś obejrzeć przy Bagateli (nr 10). Zatrzymajmy w pamięci tę „klatkę stop" z Bagateli i spróbujmy przez porównanie wyobrazić sobie ulicę Waliców przed zniszczeniem, zanim została tak złajdaczona przez wojnę.
W tych frontowych kamienicach przy ulicach Waliców i Ceglanej osiedliło się w okresie międzywojennym zamożne mieszczaństwo żydowskie: kupcy, adwokaci, lekarze. Jeszcze praktykował jeden z najstarszych w Warszawie internistów, ponad osiemdziesięcioletni w 1935 roku dr Icek Edelman, znane było w tej dzielnicy lekarskie małżeństwo Frendlerów.
Liczni tu byli krawcy: Finkiel, Gręczyński, Szymon Jakubowicz, Morelli (tych najbardziej pamiętają starsi mieszkańcy tej ulicy). W artykuły spożywcze zaopatrywano się najchętniej w sklepach Markiewicza, Kleńca, Podgórskiego, mięso i wędliny kupowano u Żmudzkiego i u Welta, życie towarzyskie kwitło wokół baru Olędzkiej na rogu Waliców i Krochmalnej. Wśród przemysłowców wyróżniał się Teodor Windyga, właściciel fabryki pędni i silników spalinowych (Waliców 16).Dziś, gdy nawet przypomni się te nazwiska i firmy, trudno je dokleić do dawnych adresów: nie ma większości starych kamienic, po nielicznych pozostały tylko szczątki, niektóre dożywają swych lat w
opłakanym stanie. Na ławce przed posesją nr 14 wygrzewają się w słońcu staruszkowie tak wiekowi, że gdy pytam o czasy przedwojenne odpowiadają: „A przed którą wojną?".
Źródło" : "Korzenie miasta. Warszawskie pożegnania" - tom 2. Śródmieście północne Jerzy Kasprzycki