Jerzy Urynek napisał
ROWER


Wszyscy zaczęli pisać o swoich rowerach to i ja nie będę dłużny.

Mój pierwszy rower pojawił się w domu w nieznanych okolicznościach i musiałem się dzielić nim z siostrą. Był to już używany rower dziecięcy czarny marki "Rover", jego rączki i pedały były drewniane, miał jedna zasadniczą wadę miał tzw. ostre koło, to znaczy można było pedałować do przodu jak i do tyłu, nie posiadał hamulców, hamowanie odbywało się na zasadzie przestajesz pedałować zwalniasz. Długo miałem problem się na nim nauczyć jeździć, moja młodsza siostra opanowała te umiejętność wcześniej, ja się bardzo męczyłem żeby go opanować ale jakoś się udało.

Z tym rowerkiem związana jest pewna historia której nie zapomnę nigdy bo mam jej ślad do dziś.

Blok od strony Elektoralnej niby podobny do naszego jednak był trochę inny, w naszym po wejściu do klatki była krata do wycierania obuwia a w bloku Elektoralna 24 kraty były przed wejściem do klatki, w kratce klatki 2 były wyłamane pręty.

Ja uczyłem się jeździć bez tzw. trzymanki, a moja mama własnie wracała z zakupów i jak ją zobaczyłem to nie patrzyłem przed siebie tylko wołałem mamę żeby zobaczyła jak ja jadę bez „trzymanki”.

Dalej już wszystko wiadomo, ta wyrwa w tej kratce bankowo musiała być na mojej trasie i fiknąłem koziołka rozpłaszczając się na murku klatki schodowej zostawiając na nim czerwony wymaz. Mama zrobiła rozpaczliwy gest „siatki precz” złapała mnie na ręce i zaniosła do przychodni pod filarami koło kościoła gdzie pan doktór założył mi ileś tam szwów i już w tym sezonie na rowerku nie jeździłem ja ani moja siostra. Dzisiaj się mówi „masz szlaban”.

Rowerek wysmarowany przez tatę i owinięty papierem gazetowym wylądował na szafie, a ja byłem jednookim piratem z zawiązanym okiem , a potem miałem bokserski łuk brwiowy.

Potem było sporo innych rowerów ale ten pozostawił swój ślad do końca życia.