MOJA WARSZAWA – Życie Warszawy nr. 88 1972r.
Jacek: Wołowski
0 Targowicy i pałacu Lubomirskich
GDY w r. 1667, król Jan Kazimierz podarował staroście warszawskiemu, Janowi Wielopolskiemu, niewielki szmat ziemi między posiadłością Morsztynów, obejmującą wówczas znaczną część dzisiejszego Ogrodu Saskiego, a powstałym kilkadziesiąt lat przedtem miasteczkiem Grzybów, obszar ten z wyjątkiem małego odcinka przy alei Lawendowej (późniejsza ul.Krochmalna) gdzie skupiło się parę ogrodów, był jeszcze niezagospodarowany, pokryty mokradłami, a częściowo zarośnięty lasem.
Starosta Jan Wielopolski darowaną mu ziemię osuszył, polecając wykopać tam parę kanałów irygacyjnych, co zresztą spowodowało przewlekły proces z Morsztynami, gdyż woda z tych kanałów zaczęła zalewać ich posiadłość. Syn Jana Wielopolskiego, także Jan, kanclerz wielki koronny, grunt osuszony przez ojca podzielił na niewielkie działki i jął wydzierżawiać mieszczanom warszawskim, którzy budowali tam sobie podmiejskie siedziby. W owym okresie cały ten teren zaczęto w Warszawie od nazwiska właścicieli zwać Wielopolem. Gdy po śmierci kanclerza Wielopolskiego, wdowa po nim, a rodzona siostra Marysieńki Sobieskiej, Maria de la Grange lArquien Wielopolska uzyskała w r. 1693 zgodę na przekształcenie posiadłości w jurydykę, mieściło się już tu 105 posesji stojących przy czterech uliczkach, z których każdą na planie posiadłości nazwano Wielopolska. a które po 1771 r. przemianowaną na Elektoralną, Przechodnią, Ptasią i Żabia. Centralnym punktem nowo powstałego miasteczka był wielki błotnisty plac, pełen straganów zwany Targowicą Wielopolska, jeszcze częściej po prostu Targowicą.
Jak wiemy z korespondencji współczesnych można tu byto nabyć wszystko to co sprzedawano na rynkach Nowego czy Starego Miasta, a na dodatek znacznie taniej, gdyż handlarzy na Targowicy nie obciążały podatki miejskie, zaś podatek na rzecz jurydyki nie był zbyt wysoki. Ponieważ większość mieszkańców Wielopola miała tu tylko swoje czasowe siedziby, a stale mieszkała w obrębie Warszawy, nikt nie miał ochoty obarczać się obowiązkami związanymi z uczestnictwem w samorządzie miasteczka.
W rezultacie, choć przy Lawendowej pod późniejszym numerem 1011 wybudowano ratusz jurydyki, do końca jego istnienia nie zasiadł w nim nigdy ani burmistrz, ani ławnicy. Po prostu brakło chętnych.
W początkach XVIII w, obszar Wielopola począł maleć. Najpierw po północnej stronie Targowicy, Radziwiłłowie odkupili szmat gruntu na którym wystawili pałac, w drugim zaś dziesiątku lat XVIII w. w związku z realizacją założeń Osi Saskiej, August II pertraktował o nabycie całej jurydyki, która znalazła się na trasie budowy. Skończyło się na tym, że wykupiono wszystkie tereny z wyjątkiem samego placu targowego, stojącego przy nim pałacu Radziwiłłów i wąskiego pasa gruntów Targowicę otaczających. Teren Ogrodu od placu targowego odgrodzono wysoką żelazną bramą uwieńczoną orłem i herbem Wettynów, a w poprzek placu wytyczono do zbudowanych po jego zachodniej stronie koszar gwardii, zwanych Mierowskimi, ulicę którą nazwano Targową Choć ją wybrukowano i odgrodzono od reszty placu zwanego już wówczas „za Żelazną Bramą" mocnymi wbitymi w ziemię kołkami, kołki jeszcze przed 1730 r. rozkradziono, a na bruku ulokowały się z rybami przekupki, z którymi gwardiacy dążąc z koszar na służbę do pałacu staczać musieli o czym wspomina „Biuletyn Dworski" niechlubne i nie zawsze zwycięskie boje.
Najbliższe otoczenie targowiska uległo w owym okresie sporym zmianom. Zapewne bliskość koszar spowodowała, że wokół placu stanęły wtedy 43 szałasy, w których szynkowano gorzałką; zbudowano tam również dużą liczbę prymitywnych domków i zwanych „budami generała Czapskiego", które od owego generała dzierżawiły prostytutki z zachodniej części miasta.
Osobliwością był wspominany przez Jaucha ruchomy ustęp zmontowany na wozie. Niestety źle płatny „złotnik" mało się przykładał do obowiązków i „co uzbierał w nocy, to nad ranem na środek placu wywalał.
Pod koniec XVIII w. pałac Radziwiłłów kupili Lubomirscy, przy czym aren. J. Hempel który go przebudowywał, dorobił doń portyk kolumnowy.
Pałac Lubomirskich był prawie do połowy XIX w. jedyną reprezentacyjną budowlą przy placu za „Żelazną Bramą", zresztą nie tą pierwotną, gdyż w r. 1818 zamieniono ją na znacznie skromniejszą, choć też żelazną. Sam plac był wciąż największym targowiskiem w Warszawie, lecz uporządkowano go dopiero w latach czterdziestych XIX w. Wybudowano tam wówczas według projektu Jana Jakuba Gaya i Alfonsa Kropiwnickiego wielką halę targową ze 168 sklepami, nazwaną Gościnnym Dworem. Czynsz dzierżawny za sklep wahał się od 100 do 200 zł. rocznie, toteż prywatni właściciele hali, przekazując zgodnie z umową w r. 1867 Gościnny Dwór miastu, byli już ludźmi bardzo bogatymi. Gościnny Dwór spłonął w 1909r., a w 1944 r. hitlerowcy wraz z innymi budynkami otaczającymi Plac Żelaznej Bramy spalili pałac Lubomirskich.
Choć pałac odbudowano jeszcze w 1950 r. zwrócił na siebie uwagę warszawiaków dopiero w 1970r, kiedy to w związku z porządkowaniem tego obszaru cały budynek przesunięto i obrócono frontem do Ogrodu Saskiego. Co prawda, jak to stwierdza w swojej pracy zatytułowanej „Rys historyczny przesuwania budowli" prof. Stefan Hojarczyk, pierwsze przesunięcie budynku mianowicie murowanej dzwonnicy kościoła św.Marka w Bolonii nastąpiło już w 1445r, a nowoczesna i na dużą skalę historia przesuwania budynków rozpoczęła się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku u nas tego rodzaju skomplikowane operacje techniczne zaczęto stosować dopiero w Polsce Ludowej, a Pałac Lubomirskich był w Warszawie trzecią zabytkową budowlą, którą ruszono z miejsca i ustawiono inaczej. Projekt przesunięcia pałacu opracował inż. Aleksander Masłowski, a kierownikiem skomplikowanej operacji był inż. Janusz Michalik. Przyglądało się temu oczywiście tysiące warszawiaków, a teraz niektórzy z nich pytają w listach co ostatecznie w tej budowli będzie się mieściło Otóż mieścić się tam ma żołnierski ośrodek kultury.
A jeśliby słowo „żołnierski" komuś nie odpowiadało, odwołujemy się do autorytetu generała Franciszka Skibińskiego, który słusznie stwierdził w jednej z ostatnich swoich prać, że każdy obywatel w mundurze od generała do szeregowca jest żołnierzem.