Wojtek Rozefeld napisał
Kręgielnia
W POŁOWIE LAT PIĘĆDZIESIĄTYCH „EXPRESIAK” PRZYNIÓSŁ
SENSACYJNĄ WIADOMOŚĆ:
„W WARSZAWIE BĘDZIEMY MIELI KRĘGIELNIĘ.”
Zaciekawiło mnie to, bo kręgle kojarzyły mi się dotychczas
z dziecinną zabawką.
Kolejne numery „Expressu” podawały coraz to nowe szczegóły
budowy i relacjonowały postęp prac. Napięcie rosło. Wyglądało to tak jakby ta
budowa była najważniejsza dla Warszawy, a szczęście i dobrobyt mieszkańców
głównie od niej zależał.
Pikantnym szczegółem , który spowodował moje
zainteresowanie i stał się powodem, że kręgielnia wryła mi się w pamięć, była
informacja, że tor kręglarski będzie zbudowany z gliny wymieszanej ze słomą i
krwią wołową.
Ta krew wołowa (dlaczego koniecznie wołowa?) była omawiana
w kilku numerach gazety. Przeprowadzano wywiady z niewiadomo skąd odgrzebanymi,
wybitnymi fachowcami od budowy torów kręglarskich, którzy twierdzili, że jedynie
takie podłoże toru gwarantuje jego mistrzowską jakość.
Wreszcie po podbudowaniu przez dziennikarzy emocji do
najwyższego poziomu tor powstał. Wybudowano go na Polu Mokotowskim od strony Al.
Niepodległości na tyłach osiedla domków fińskich.
Pojechałem tam rowerem. Była to wiata około 20 m długa, z
nieheblowanych desek, szczytem zwrócona w stronę Alej. W szczycie stali
zawodnicy i rzucali kule po słynnym torze z krwi wołowej. Na końcu były
ustawione kręgle. Po zbiciu kręgli specjalny pracownik ustawiał je z powrotem, a
kule wracały do zawodników pochyłą rynną z desek.
Nie podobało mi się. Tyle trąbienia, a tu zwyczajny barak
jakich wiele na każdej budowie i nic szczególnego nie dostrzegłem w tym słynnym
torze z gliny rozrabianej krwią.
Oczywiście nie spróbowałem gry z dwóch powodów, po pierwsze
jak wszystkie urządzenia rozrywkowe w tym czasie kręgielnia była opanowana przez
chuliganów i bikiniarzy, a drugim powodem było to, że była płatna. A w tamtych
czasach z forsą było u mnie cieniutko.
Teraz niedaleko mojego domu, w centrum handlowym na Sadybie
jest kręgielnia.
Ilekroć tam jestem przypomina mi się ta pierwsza z Pola
Mokotowskiego. Tyle, że tą współczesną otworzono bez fanfar, a tory do
rzucania są z plastiku.