Historia jednego albumu - Elżbieta Pokorzyńska
Z dwóch egzemplarzy albumu zachował się tylko ten należący do ks. Franciszka Brzeskiego (poniżej). Drugi, podarowany abp. Wincentemu Popielowi
W 1899 r. warszawiacy obchodzili 50. rocznicę poświęcenia kościoła św. Karola Boromeusza. W parafii na Chłodnej zachowała się pamiątka tej uroczystości - album fotograficzny. Jak wskazują zapisy w kronice parafialnej, zostały wykonane dwa egzemplarze tego albumu: jeden przetrwał do naszych czasów, po drugim wszelki ślad zaginął.
Zdjęcie kościoła pw. św. Korola Boromeusza z albumu wydanego z okazji 50. rocznicy kapłaństwa arcybiskupa warszawskiego Wincentego Popiela
Kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza przy ulicy Chłodnej wybudowano w latach 1841-1849 z funduszy pomyslodawczyni jego powstania Klementyny z Sanguszków Małachowskiej, uzupełnionych dotacjami rządowymi i licznymi ofiarami od indywidualnych osób. Projekt architektoniczny przygotował Henryk Marconi, wzorując się na rzymskiej Bazylice Santa Maria Maggiore.
W roku 1899 urządzono obchody 50. rocznicy poświęcenia warszawskiej świątyni. Ksiądz Franciszek Brzeski, prałat, dziekan kapituły łowickiej, pełniący od 1883 r. funkcję proboszcza ulokowanej w tym kościele parafii św. Andrzeja, przygotowywał się do jubileuszu z wielką pieczołowitością. Jak czytamy w parafialnej kronice swojem staraniem i przeważnie kosztem gruntownie odnowił zewnątrz i wewnątrz kościół S. Karola, a także z własnych funduszy zamówił brakujące jeszcze figury świętych.
Jubileuszowym nabożeństwom przewodniczył gość honorowy - arcybiskup warszawski Wincenty Popiel, który w tymże roku obchodził własny 50. jubileusz kapłaństwa. Prowadził uroczystą procesję, przewodniczył celebrze sumy, a następnie udzielił sakramentu bierzmowania. W parafii na Chłodnej zachowała się pamiątka z tej uroczystości - album fotograficzny zawierający wiele zdjęć kościoła, elementów jego wyposażenia, a także kilka fotografii portretowych. Jak wskazują zapisy w kronice parafialnej, zostały wykonane dwa egzemplarze tego albumu: wersja luksusowa, wręczona w drugi dzień Bożego Narodzenia, 26 grudnia 1899 r., arcybiskupowi Popielowi, i egzemplarz zwyczajny dla księdza Brzeskiego. Album należący do księdza Brzeskiego przetrwał do naszych czasów, mimo że zabudowania plebanii zostały zniszczone podczas wojny.
Po egzemplarzu, który ofiarowano arcybiskupowi Wincentemu Popielowi, ślad zaginął, tylko na ostatniej karcie zachowanego albumu można zobaczyć fotograficzną podobiznę jego okładki.
ks. Franciszek Brzeski
abp. Wincenty Popiel
Jubileuszowa sesja
Kościół na Chłodnej ulokowany w niezwykle reprezentacyjnym miejscu byl wielokrotnie fotografowany, jego wizerunek został spopularyzowany dzięki ilustracjom prasowym, albumowym i wielu pocztówkom. Zawsze wszak przedstawiany był w tym samym ujęciu: fasada widoczna ze znacznej odległości, w perspektywie ulicy Chłodnej. Tak oglądali go przybysze wjeżdżający do Warszawy od strony zachodniej (z Poznania, Berlina, Paryża). Jak się wydaje, sesja fotograficzna wykonana przy okazji jubileuszu była jedynym tak szczegółowym udokumentowaniem wyglądu kościoła.
Trzy fotografie świątyni pokazują ją zarówno od strony majestatycznego frontonu, jak i absydy. Inne zdjęcia przedstawiają wszystkie 20 figur świętych stojące w niszach na bocznych elewacjach kościoła. We wnętrzu świątyni fotograf wykonał dziewięć ujęć nawy głównej i naw bocznych, a następnie sfotografował płaskorzeźby stacje drogi krzyżowej i dwie wmurowane w ściany tablice pamiątkowe. Zrobił także zdjęcie figury Matki Boskiej Łaskawej stojącej przed wejściem do kościoła. Album otwiera fotografia arcybiskupa Wincentego Popiela, a zamyka siedem zdjęć portretowych kolejnych proboszczów (m.in. ks. Franciszka Brzeskiego) i wspomniane zdjęcie okładki albumu przygotowanego dla księdza arcybiskupa. Zapewne większą cześć materiału fotograf przygotował wcześniej, a w dniach samego jubileuszu wykonał jedynie dodatkowe zdjęcia przystrojonej na jubileusz fasady. Gdy przyjrzeć się bliżej fotografiom, widać, że nie wszystkie zostały zrobione w tym samym czasie: podczas gdy na jednych widoczne są nagie konary drzew (jubileusz odbył się 4 listopada), na innych można zobaczyć liście.
Autorem zdjęć jest znany fotograf warszawski Aleksander Karoli (1838-po 1912). Gdy w roku 1899 realizował sesję fotograficzną kościoła na Chłodnej, był już doświadczonym fotografem (pracował od początku lat 60. XIX wieku). Jako prawdziwy pasjonat swego zawodu skonstruował reporterski aparat fotograficzny z kasetą na kilka klisz, napisał „Podręcznik dla fotografów i amatorów" (Kraków 1893) i wiele artykułów, zamieszczanych na łamach fachowych czasopism „Światło" i „Fotograf Warszawski"; wygłaszał też odczyty poświęcone fotografii. W roku 1899 jego warsztat mieścił się, jak wskazuje sygnatura wytłaczana na zdjęciach, na Krakowskim Przedmieściu 1, obok kościoła Świętego Krzyża.
W złocie i platynie
W parafialnej kronice znajduje się także informacja, iż zdjęcia do albumu dla arcybiskupa Popiela zrobiono „na papierze platynowym". Wydaje się, że kronikarz określił w ten sposób technikę zwaną platynotypią, w której odbitki wykonywane są w kąpieli platynowej (zamiast zwykle używanych soli srebra). Drobiny platyny osadzają się na powierzchni papieru fotograficznego na naświetlonych miejscach i „rysują" fotografię, dając niezwykłe walory głębi, miękkości, bogatej skali szarości, aksamitu cieni i żywych świateł. Przy tym wszystkim platynotypią wymaga tzw. stykowego naświetlania odbitek, a zatem negatyw musi być tej samej wielkości, co uzyskane odbitki. W „naszym" albumie znajdują się fotografie w formacie 23,5x17 cm i 20x14,5 cm, które najprawdopodobniej również zostały naświetlone stykowo; format odbitek odpowiada formatowi negatywów. Przy tak dużych negatywach nawet zwykłe, nie platynowe odbitki mają dużą głębię i ostrość.
Platynotypią była techniką bardzo kosztowną i z tego powodu rzadko stosowaną. Zakład Karolego za zwykłe zdjęcia wystawił rachunek na 36 rubli i 25 kopiejek, te same zdjęcia „platynowe" kosztował 173 ruble.
Album wykonano w firmie introligatorskiej Antoniego Chodowieckiego, wpis w parafialnej kronice odsłania finansową stronę przedsięwzięcia: za sporządzenie samego albumu luksusowego zapłacono 90 rubli, egzemplarz skromniejszy kosztował 25 rubli.
Album ma grube karty ze złoconymi brzegami. Na każdej karcie naklejono zdjęcia wykonane na cieniutkim papierze fotograficznym, umieszczając je w obramowaniu ze szlachetnego kartonu o prążkowanej fakturze. Okładki albumu zrobione są z grubej tektury obciągniętej granatową skórą. Awers okładki sporządzono w ten sposób, że jej krawędzie są grubsze, a w powstałym w środku prostokątnym wgłębieniu umieszczono mosiężny grawerowany monogram XFB (ksiądz Franciszek Brzeski), zaś napis Album Kościoła Św. Karola Boromeusza przy ulicy Chłodnej dnia 4 listopada 1899 wyzłocono ozdobnymi literami. Na obramowaniu okładki były listwy o wzorze perełkowym, które niestety oderwały się i zaginęły, a w narożach mosiężne lilijki. Na rewersie okładki zamocowano cztery guzy ochronne, brzeg spięto klamrą (także częściowo zagubioną).
Album przeznaczony dla księdza biskupa wyglądał, co widać na wspomnianym zdjęciu, podobnie, choć bardziej wytwornic. Okładkę wykonano ze skóry „ciemnoszafirowej", zapewne więc takiej samej jak w egzemplarzu księdza Brzeskiego. Obramowana była mosiężną listwą i anielskimi główkami w narożach. Niemal całą powierzchnię okładki zapełniały zamocowane na niej elementy grawerowane w mosiądzu: godło arcybiskupie i napis z fantazyjnych liter 1849- 1899 Na pamiątkę jubileuszu 5O-letniego kapłaństwa Jego Ekscelencji księdza Wincentego Chościak Popiela Arcybiskupa Metropolity Warszawskiego. Napis wygrawerował Antoni Laubsztein, który mial zakład na ulicy Trębackiej 1. Zapewne te właśnie grawerowane litery podwyższyły tak znacznie koszty. Album wyposażono w futerał w formie przeszklonej skrzyneczki.
Dwa futerały
Firma Antoniego Chodowieckiego, w której wykonano ów album, istniała od początku lat 70. XIX wieku. Początkowo był to sklep z materiałami piśmiennymi i galanteryjnymi, w końcu lat 90. XIX w. mieszczący się na Senatorskiej 22 (róg Bielańskiej), następnie przeniesiony tuż obok, na plac Teatralny (ul. Wierzbowa 9). W roku 1884 Chodowiecki otworzył introligatornię, która z czasem rozrosła się w fabrykę ksiąg handlowych i albumów do fotografii; fabryka mieściła się na ulicy Miedzianej 4 (róg Srebrnej). W końcu lat 90. rozpoczął także wydawanie pocztówek i w tym celu założył drukarnię oraz pracownię litograficzną. Chodowiecki prezentował swoje wyroby na wystawach Muzeum Przemysłu i Rolnictwa: wystawie rzemieślniczej w 1890 r. i wystawie introligatorskiej w roku 1897, zaś jego wyroby za każdym razem zbierały pochwały i odznaczane były srebrnymi medalami. Przy okazji wystawy introligatorskiej recenzentka Józefa Bojanowska ujawniła, iż imponujące wykończeniem albumy w gablocie. Chodowieckiego są pomysłem i wykonaną pracą p. Łabęckiego.
Eustachy Łabęcki był jednym z filarów firmy Chodowieckiego. W roku 1895 otrzymał zasiłek od Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich na naukę zawodu za granicą. Był w pierwszym roczniku czeladników, którzy otrzymali 100-rublowe stypendium przeznaczone na zagraniczną podróż. Kwota ta nie wystarczała bynajmniej na pokrycie kosztów podróży, nauki i pobytu, stypendysta musiał w obcym sobie miejscu znaleźć płatną posadę w zakładzie swojej branży. Pracując tam, poznawał wykorzystywane lokalnie nowoczesne urządzenia i technologie. Większość czeladników doskonalących swe umiejętności dzięki tym zasiłkom po powrocie do Warszawy otwierała własne zakłady i zaszczepiała na rodzimym rynku postęp technologiczny.
Eustachy Łabęcki przez rok przebywał w Wiedniu, Monachium i Paryżu, zapoznając się szczególnie z introligatorstwem galanteryjnym. W roku 1897 pracował na kierowniczym stanowisku w przedsiębiorstwie Chodowieckiego, jego prace były zaprezentowane i docenione na wystawie introligatorskiej, a sam młody fachowiec został uhonorowany nagrodą ufundowaną przez księgarzy w wysokości 25 rubli.
W roku 1901 założył
przy ulicy Daniłowiczowskiej 4 własny nieduży zakład, zatrudniający pięć osób, specjalizujący się w galanterii, a zwłaszcza w wykonywaniu albumów. W roku 1904, starając się o cechowy dyplom mistrzowski, wykonał jako majstersztyk luksusowy album fotograficzny. Zachwycony wysokim poziomem tej pracy redaktor „Gazety Przemysłowo-Rzemieślniczej" zamieścił na jej łamach duży artykuł, dokładnie ją opisujący i ilustrujący. Ów album, zrobiony z barwnych skór, udekorowany intarsjami z masy perłowej, bogatymi, wyrafinowanymi złoceniami i brązowymi okuciami miał futerał przypominający przeszkloną gablotę - zapewne taki sam, jak futerał do albumu, który ofiarowano biskupowi Wincentemu Popiclowi. Przesłanki te wskazują, iż to właśnie Eustachy Łabęcki był konkretnym wykonawcą zamówionych przez księdza Brzeskiego albumów.
Bezcenna dokumentacja
Kościół na Chłodnej, mimo umiejscowienia w newralgicznym punkcie Warszawy, przetrwał okupację hitlerowską w dobrym stanie, jedynie kilka figur świętych na zewnątrz kościoła uległo uszkodzeniu podczas wrześniowych działań wojennych. Wytrzymał też wyburzanie znajdującego się w sąsiedztwie getta i walki w czasie Powstania Warszawskiego, choć podczas nich wszystkie domy na Chłodnej zostały wypalone, a większość zburzona. Padł dopiero ofiarą niemieckiego Vernkhtungskommandoy niszczącego wszystko, co jeszcze w mieście pozostało. 16 stycznia 1945 r. kościół został zaminowany i wysadzony w powietrze. Zburzona została absyda, zakrystia i kaplice boczne. Reszta budowli ocalała. By tymczasowo zabezpieczyć budynek i umożliwić odprawianie nabożeństw, w miejscu wyrwy postawiono zwykłą ceglaną ścianę. Odbudowa kościoła trwała do roku 1956. Przy jej przeprowadzaniu fotografie Aleksandra Karoli okazały się bezcenną dokumentacją, zwłaszcza zdjęcia przedstawiające zniszczone partie kościoła, m.in. zdjęcie bryły kościoła od strony absydy i fotografia wnętrza z widocznym prezbiterium.
Ołtarz główny sprzed stu lat. We wnętrzu absydy fresk przedstawiający Trójcę Świętą
W ramach odbudowy zrekonstruowano główne elementy architektoniczne, zaniechano natomiast odtwarzania wystroju. W ołtarzu głównym, zamiast dawnego ołtarza neobarokowego, zawieszono XVII-wieczny obraz śląskiego malarza Michała Willmanna, przedstawiający męczeństwo św. Andrzeja. Obraz ten (pochodzący z Lubiąża), wraz z kilkoma innymi wyszabrowanymi przez Armię Czerwoną ze śląskich kościołów, został porzucony w Warszawie. Ze względu na zbieżność przedstawionej tematyki przeznaczony został dla odbudowywanego kościoła parafii św. Andrzeja.
Stare zdjęcia pozwalają na porównanie wyglądu kościoła sprzed stulat z jego stanem dzisiejszym. Widać zatem, że na tympanonie nad absydą była kiedyś płaskorzeźba przedstawiająca św. Karola Boromeusza przemawiającego do ludu. We wnętrzu sklepienie absydy pokrywał fresk ukazujący Trójcę Świętą, a ściany prezbiterium i płaszczyznę nad łukiem tęczowym, arabeskowe sgraffito. Oprócz ołtarza głównego brak także neobarokowych ołtarzy bocznych. Zdjęcia zamówione przed stu laty przez księdza Brzeskiego i wykonane przez Aleksandra Karoli stanowią dla współczesnych administratorów i opiekunów kościoła inspirację, by przywracać, o ile to możliwe, utracone elementy wystroju. Są zarazem jedynym źródłem ikonograficznym wskazującym, w jakim kierunku winny być przeprowadzane działania rekonstrukcyjne i konserwatorskie.
Źródło: STOLICA 6/2010