ATRAKCJE SASKIEGO OGRODU
W 1878 roku w Saskim Ogrodzie wcześnie ukończono wiosenne porządki. Magistrat rozwiesił na drzewach skrzynki dla szpaków, wymalował na zielono ławki, drobnym żwirem wysypał główne aleje i przejścia na skwerach. Ogród miejsce spotkań eleganckiej WarszawY upiększały fantazyjne altanki wód gazowych, budyneczki mleczami, owocarnie osłonięte markizami, kioski, wytworne cukiernie Janowskiego, Józefa Semadełrtego z wejściem od ogrodu, gdzie znajdowala się przepyszne werandA otoczonA bzami.

W Saskim Ogrodzie czynny był Instytut wód mineralnych doktora Weinberga; tam można było nabyć wody w syfonach, mineralne, sodową i selcerską, również „limonady gazowe i magnezjowe". Instytut posiadał własną orkiestrę, fontannę i lekarza udzielającego porad na miejscu.

Wśród drzew i posagów migały barwne parasolki Po alejkach spacerowały wytworne panie w wiosennych sukniach z materiałów marmurkowych, zarzuconych kokardami z czarnych aksamitek. Spacerowali panowie w cylindrach i melonikach o wysokich denkach.  Ławki z reguły były zajęte. Zdarzały się spory o wolne miejsca, a „savoirvivre" odnoszący się do tego zagadnienia i uprawnień obu płci rozpatrywał „Tygodnik Ilustrowany", przytaczając głos pana i pani.

Pan usiadł sobie w jednej z alejek na wolnej ławce, po upływie pół godziny spostrzegł, że obok niego jeszcze cztery panie zajęły miejsca (każda z nich była młoda i piękna) Pan się zamyślił; nie zauważył, że z boku ławki znalazła sie piąta pani, która należała do tego towarzystwa. Nie widział jej tak długo, dopóki nie stanęła przed nim i nie rzekła z kwaśną minką.

Przepraszam!

Pan byt trochę starszy i trochę cierpiący; nie miał ochoty porzucać wolnego miejsca, gdy je raz znałał i zajął. Gdy więc usłyszał niemile brzmiące „przepraszam" — odkłonił się w milczeniu, co miało oznaczać, że również przeprasza... i wstbynajmniej nie zamierza. Jego ukłon sprawił efekt niespodziewany, bo

stojąca obok dama. rozłożywszy gwałtownym ruchem swój wspaniały wachlarz, rzuciła przez zęby:

— A, to ślicznie...! Gbur jakiś!

Zdarzenie to zbiło pana z tropu i wprawiło w stan kontemplacyjny, z którego po paru chwilach wytrąciły go słowa :-

— Mój mężu, poproś sam tego pana, żeby się podniósł. To doprawdy niegrzecznie, bardzo niegrzecznie.,, zajmować miejsce kobiecie!

Pan spojrzał: obok pani stał zmarszczony małżonek, który widocznie nadszedł w tym momencie. Wyraz jego oczu świadczył, że gotów jest nawet do zbrojnej interwencji w obronie praw swej połowicy, Która w tym czasie, zarumieniona z gniewu, przygryzała różowe usteczka i wachlowała się gwałtownie.

— Pan zechce wstać! — powiedział lakonicznie małżonek, zbliżając się stanowczym krokiem.

Pan uśmiechnął się i odpart:

— Darujesz pan... zostanę.

— O, to będzie bardzo przyzwoicie!

— Ale... wygodnie! Moje miejsce mogę ustąpić lub nie, jeżeli mi się podoba. Panu go nie ustąpię, co się zaś tyczy pani, to nazwała mnie gburem, a ja, przez rycerską galanterię, nie chcę udowodnić, że się pomyliła, zostanę.

Awanturka skończyła się obustronnym milczeniem, ale pan by ciekawy kto nadał paniom prawo spędzania go z ławek?

Odpowiedź pani odbiegła cokolwiek od tematu. Znalazła się młoda osoba, która ze swego punktu widzenia omówiła zachowanie się owej damy: „Nigdy ona pewno nie była u wód, na przykład szczawnickich, gdzie panowie nie tylko przez
głowy pań, ale i przebojem porywają żentycę i wody mineralne
, nie jechała również nigdy nocą nie damskim przedziałem kolei żelaznej i nie wie, że tam panowie bez ceremonii zajmują całe ławki, a panie, słabsze i delikatniejszego zdrowia, muszą być skrępowane ich zachowaniem; może też nie zauważyła jak w Ogrodzie Saskim młodzi panowie okadzają po grubiańsku dymem papierosów starsze panie."

Stefan Majchrowski


Główna aleja w ogrodzie Saskim, jak ją widział Ksawery Pillati w rou 1881. w głębi — Kolumnada
pałacu Saskiego. Może scenka, tu opisywana, miała miejsce na jednej z tych ławeczek z prawej strony rysunku.

Jak to podpatrzy! Kostrzewski — w Saskim ogrodzie dochodziło
nie tylko do konfliktów słownych, lecz i do pewnych.- „działań fizycznych'-

Wody mineralne miały duże powodzenie u ówczesnej śmietanki warszawskiego towarzystwa. Zbierano się codziennie na nicie wód, oglądano wzajemnie stroje, plotkowano... .

Kiosk gazetowy w ogrodzie


Źródło : http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1956_nr_01-52/Stolica_1956_nr_21_20.05_s_1-16/Publikacja.html