Jerzy S. Majewski 2004-01-29,
Po Solnej nie ma dziś śladu. Dziś w jej miejscu przebiega al. Jana Pawła II - fragment trasy N-S, planowanej przed wojną, ale zrealizowanej dopiero na ruinach Warszawy Ulica, wytyczona jeszcze przed 1770 r., nie była długa, ale należała do najciekawszych w Dzielnicy Północnej. Wzdłuż wąskiej jezdni stały porządne kamienice, niektóre jeszcze z czasów Królestwa Kongresowego. Większość jednak wzniesiono lub przebudowano w końcu XIX i początku XX w. W 1908 r. Solną poprowadzono linię tramwaju elektrycznego.
Nas tym razem interesuje dom przy Solnej 9. Stał w pierzei ulicy, niedaleko jej narożnika z Ogrodową. Jeszcze w połowie XIX w. była to budowla drewniana, zapewne parterowa, najwyżej jednopiętrowa, za to z murowaną oficyną od podwórka. Budynek należał w tym czasie do Wilhelma Gebethnera, ojca Gustawa - współzałożyciela firmy wydawniczej Gebethner i Wolff.
Jak pisał Jan Gebethner, Wilhelm Fryderyk był żonaty z wdową po starszym bracie Janie Auguście - Julianną z Rietzów. Miał fabrykę mydła i świec stearynowych na Tamce, a w 1830 r. służył w Gwardii Narodowej Warszawskiej. Po zlikwidowaniu fabryki objął posadę urzędnika dyrekcji głównej Towarzystwa Ziemskiego.
Na pensji
Kilkanaście lat później przy Solnej 9 powstała kamienica. Początkowo zapewne dwupiętrowa, o wystroju w duchu biedermeier: klasycystyczno-neorenesansowym. Głównym elementem dekoracyjnym fasady była zdwojona arkada pośrodku ściany pierwszego piętra.
W 1869 r. dom należał do Andrzeja Rajkowskiego. Mieściła się w nim m.in. czteroklasowa pensja żeńska pani Matyldy Karwowskiej. Zapewne w głębi posesji działała fabryka fortepianów Antoniego Horko. Z czasem dom stał się własnością Jakuba Brachfelda i do jego rodziny należał przez kolejne kilkadziesiąt lat. To na jego zlecenie nadbudowano go o dwa piętra. Jarosław Zieliński ustalił, że stało się to ok. 1910 r. Przy okazji nadbudowy przekomponowano elewację. Pozostawiono jednak neorenesansową arkadę. Parter z dużymi witrynami sklepów został wyraźnie odcięty od wyższych partii fasady. Wyżej elewacje ożywiło wyraziste boniowanie płytowe, a pod oknami pierwszego piętra znalazły się ślepe balustrady tralkowe. Nie zapomniano też o balkonach z metalowymi balustradami. Nieco inaczej wyglądała ściana dwóch ostatnich pięter. Gładka, z konsolami w stylu art nouveau, opracowana była w zupełnie innej poetyce niż reszta elewacji. Stanowiła rodzaj znaku informującego, że oto znacznie starszy dom został teraz nadbudowany. Całość prezentowała się niezwykle solidnie i mieszczańsko.
Czulent u Hamplów
Już na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że we froncie takiego domu mieszkają ludzie ustabilizowani, choć z pewnością nie najbogatsi. Taka ówczesna średnia klasy średniej z Dzielnicy Północnej. Byli to głównie kupcy. Wielu z nich miało sklepiki i stragany w rejonie pobliskiego "brzucha Warszawy" - pl. Żelaznej Bramy, Mirowskiego oraz hal.
Nie natrafiłem dotąd na fotografie mieszkań znajdujących się w kamienicy. Dysponujemy jednak świetnym opisem jednego z mieszkań w tym domu pióra Józefa Hena. W początku wieku mieszkała tu rodzina jego dziadków ze strony matki - Hamplów. Byli drobnymi kupcami. Handlowali na pl. Mirowskim. "Szliśmy do babci Hamplowej na czulent. A tam w mieszkaniu na Solnej 9 będzie łaskotanie brody dziadka i wilgotne pocałunki babci, których dziecko nie lubi, jak zachwyty, po których musiało nastąpić opryskiwanie kropelkami śliny: tfu, tfu, od złego oka! Bardzo dziwne było to mieszkanie dziadków, wchodziło się przez kuchnię, w której stało łóżko cioci Sabiny, tęgiej, piersiastej dziewczyny o mlecznej cerze, a potem był drugi pokój, tylko jeden i doprawdy nie wiem, jak wszystko się tam mieściło: okrągły, rozsuwany w miarę potrzeb stół, krzesła, kredens, szafy, komoda, a przede wszystkim dwa drewniane łóżka stojące wzdłuż ściany, głowami do siebie; chyba dlatego tak ustawione, żeby było przyzwoiciej, bo widziałem podobnie stojące łóżka i w niektórych innych żydowskich domach, gdzie gospodarze byli w podeszłym wieku. Nie wypadało chyba, żeby dziadek i babka spali obok siebie".
Tylko ta!
W mieszkaniu przy Solnej 9 poznali się rodzice Józefa Hena. "Ojciec uznał, że jako solidny 23-letni przedsiębiorca powinien założyć rodzinę, więc naturalnym rzeczy porządkiem zwrócił się do swata, a ten zaprowadził go do mieszkania na Solnej 9, żeby przyjrzał się pewnej nieśmiałej pannie o dużych, ciemnych oczach. Takie spotkanie nazywało się widzeniem. Do tej panny zalecał się ktoś inny, jakiś kupiec, podobno niebezpieczny uwodziciel. Małżeństwo było swatane, ale wiadomo, że to nie wyklucza miłości. Podobno ojciec po pierwszym widzeniu z panna Ewą powiedział na schodach: Ta albo żadna!".
W kamienicy Bachfelda ulokowała się drukarnia. Najpierw Krokoszyńskiego, a potem, w latach międzywojennych, "Gloria" Rozenberga i Erlicha, na parterze zaś mieściło się kilka sklepów, m.in. handel kolonialny Judy oraz sklep z artykułami piśmienniczymi.
Na trasie
W końcu lat 30. władze miasta szykowały w najbliższym sąsiedztwie ogromną inwestycję komunikacyjną. Miała to być nowa trasa N-S, łącząca al. Niepodległości z północnymi dzielnicami Warszawy. O planach budowy nowej arterii poważnie myślano za prezydentury Stefana Starzyńskiego. Planiści rysowali jej przebieg. Jednak rozpoczęcie prac hamowała konieczność wykupienia co najmniej kilkudziesięciu posesji i wyburzenia ponad stu budynków z oficynami. Ostatecznie ulicę zrealizowano dopiero po wojnie, na ruinach miasta. Jej przebieg z grubsza pokrywa się z trasą wytyczoną w czasach Starzyńskiego, chociaż na terenie Muranowa ulica miała biec nieco bardziej na zachód. Miała też ominąć Solną. Zamierzano przeprowadzić ją na tyłach posesji po zachodniej, nieparzystej stronie ulicy. Prawdopodobnie kamienice na Solnej znacznie zyskałyby w tym czasie na wartości, bo otwierała się możliwość budowy nowych domów frontowych na tyłach.
Los zrządził inaczej i już jesienią 1940 r. Solna znalazła się w granicach getta. "Co do babci z Solnej, to miała szczęście, bo umarła wkrótce po wejściu Niemców do Warszawy. Nie musiała być w getcie i można jej było wyprawić przyzwoity pogrzeb, na który, jak mi opowiedziała po wojnie mama, przyszło wielu ludzi, wszyscy kupcy spod Żelaznej Bramy. O dziadku wiem tylko, że stawił się na Umschlagplatzu, kiedy przyszła jego kolej, i pojechał do Treblinki" - wspomina Józef Hen.
Ulicę wyłączono z dzielnicy w 1942 r., w czasie wywózek Żydów do obozów zagłady. Spłonęła dwa lata później, podczas Powstania Warszawskiego. Mury kamienic, w wielu przypadkach w całkiem dobrym stanie, zburzono po 1946 r. Kilka lat później przez gruzowisko przeprowadzono ulicę Marchlewskiego, czyli dzisiejszą al. Jana Pawła II.
Hen o swatach
"Swaty! Ojciec miał klienta, bogatego fabrykanta luster, pana D., który bolał nad losem swej brzydkiej córki. Kiedy więc znaleziono młodego lekarza bez pieniędzy, swat doprowadził do ślubu. Spisano intercyzę, jak kazał zwyczaj. Otóż w tej intercyzie, zadbał o to ojciec panny, był punkt zobowiązujący przyszłego małżonka do określonej liczby zbliżeń i do czułych pocałunków na dzień dobry i dobranoc. Nic nie pozostawiono przypadkowi".
Józef Hen, "Nowolipie", Łódź 1991
Nowoczesność z wykuszem
31 października 1936 r. L. Nowakowski otrzymał od władz zezwolenie na budowę nowej kamienicy przy Solnej. Jej projekt był dziełem zapomnianego dziś architekta Bolesława Żurkowskiego. Ta czteropiętrowa czynszówka zbudowana została w latach 1937-38 przez przedsiębiorstwo budowlane Fr. Sokołowskiego z ul. Kaliskiej na Ochocie. Żurkowski lepiej niż inni architekci potrafił wczuć się w nastrój ulicy, gdyż sam mieszkał przy Solnej, w domu pod nr. 12. Modernistyczna kamienica pod dwunastką, sąsiadująca ze starszymi domami z XIX i początku XX w., wyróżniała się nowoczesnością. Miała wyraźnie wyodrębnione przyziemie, wsparte na słupach, między którymi zaprojektowano duże witryny sklepów oraz spłaszczony wykusz na osi fasady. Ożywiał on elewację, a narożne okna dodawały jej wrażenia pewnej lekkości. Sama fasada do najlżejszych jednak nie należała i przypominała raczej kamienice czynszowe wznoszone w tym czasie w Łodzi czy Katowicach.
Marchlewskiego
"Postanowieniem Stołecznej Rady Narodowej trasa N-S nosić będzie nazwę alei Juliana Marchlewskiego. Przebiegnie począwszy od al. Niepodległości wiaduktem nad wykopem i torowiskami linii średnicowej, przecinając następnie prostopadle szereg ulic wraz z Trasą W-Z i skierowana zostanie poprzez rejon Dworca Gdańskiego w kierunku Żoliborza. Będzie to najkrótsze połączenie Służewca z północną dzielnicą miasta. Na zlecenie Wydziału Komunikacji Zarządu Miejskiego SPB przystąpiło już do prac przygotowawczych związanych z przebudową ul. Chałubińskiego oraz budową wiaduktu nad torami kolejowymi".
"Stolica", 1950 r.