Elżbieta Zielińska napisała
Mój dom i podwórko.
W 1953 roku moi rodzice wprowadzili się do nowego budynku przy ulicy Solnej 6/14 (ja byłam wtedy dopiero w planach, urodziłam się rok później).
Blok w którym zamieszkali stał między dwoma przedwojennymi kamienicami: Solna 4, który w znacznej części był zburzony, i Solna 16 (kamienica Trachtenberga). Mój blok miał 4 klatki schodowe i sześć pięter plus tak zwane strychy. Między drugą a trzecią klatką ciągnęły się korytarze, z których wchodziło się do kawalerek, czyli małych mieszkań składających się z jednego pokoju, wnęki kuchennej w przedpokoju i małej łazienki.
Moje mieszkanie znajdowało się w pierwszej klatce na szóstym piętrze. Składało się z jednego pokoju i kuchni, miało 36 m. Mimo, że był to nowoczesny budynek zainstalowane były kuchnie węglowe, na których stały dwupalnikowe kuchenki gazowe. Nie wiem czy był to standard, czy mieszkańcy sami je zainstalowali ale we wszystkich mieszkaniach, które znałam, właśnie tak było. Piecyki gazowe były w łazienkach. Pamiętam, że mimo ostrzeżeń rodziców kiedyś piecyk buchnął mi ogniem jak zaglądałam do tej okrągłej dziurki przy odkręconej wodzie. Na szczęście skończyło się na opaleniu brwi i rzęs i strachu, dzięki któremu później byłam bardziej ostrożna. Kuchnia była całkiem duża, z oknem a pod nim wspaniałą spiżarką, z której moi rodzice korzystają do dzisiaj.
Nad naszym mieszkaniem znajdowała się pralnia. Pomieszczenie tej wielkości co nasz lokal. Była w niej wielka kamienna umywalka, w której prało się na tarze i olbrzymi kocioł, który był wpuszczony w taką prawdziwą kuchnię węglową z cegieł. Nie wiem jak się wypuszczało wodę z tego kotła, bo na pewno nie można było go podnieść, a pamiętam, że parę razy mieliśmy zalane mieszkanie gorącą wodą z mydlinami. Na szczęście nastał czas "Frani" i wszyscy pranie zaczęli robić w domu, tak więc nasze mieszkanie ocalało.
(Na początku lat 80-tych dostaliśmy z mężem pozwolenie na adaptacje pomieszczenia pralni na mieszkanie.) Na tej samej kondygnacji znajdowały się suszarnie - chyba cztery, które z czasem również zostały zamienione na mieszkania. Do dziś funkcjonuje zgodnie z przeznaczeniem tylko jedna, ale lokatorzy jakoś się zgadzają, bo wbrew pozorom chętnych do korzystania z niej jest sporo. I jeszcze jedno - na tym piętrze mieściła się maszynownia windy, ponieważ blok jak na tamte czasy był wysoki w każdej klatce była zainstalowana taka wspaniałość. Miejsce zabaw i przeróżnych wyścigów i zakładów, oczywiście niesfornej dzieciarni.
Sama windą zaczęłam jeździć jak skończyłam jakieś 10 lat albo nawet później. No i jeszcze jedna rzecz - zsypy na śmieci. Nie trzeba było biegać z kubełkiem do śmietnika na podwórko (a był) i nawet nie było robali, może dlatego, że blok wybudowany był z cegły. No i podwórko. Obowiązkowo trzepak, nawet dwa, metalowe i bardzo stabilne. Asfaltowy placyk, gdzie można było jeździć na wrotkach, duży plac przed SPECEM, gdzie grało się w dwa ognie, zbijaka i inne gry i jeszcze jeden plac zahaczający o podwórko kamienicy Solna 4 (tej częściowo zburzonej), gdzie w zimie dozorca wylewał lodowisko. Teraz w tym miejscu jest parking Instytutu Włoskiego i kawałek trawnika z huśtawkami i ławeczką.
Moja ulica Solna zaczynała się od ulicy Elektoralnej a kończyła przy Trasie WZ czyli Świerczewskiego. W bloku Solna 2 na dole mieściły się w latach60-tych dwa sklepy: spożywczy i mięsny (oczywiście państwowe). W kamienicy pod 4 pamiętam zakład tapicerski i wspaniały prywatny sklep Pani Fołtynowej doskonale znany w okolicy. Można było w nim dostać wszystko do jedzenia. Były tam warzywa, owoce, napoje, nabiał sprowadzany ze wsi, słodycze (lizaki kogutki, gumy do żucia w kształcie papierosa itp.) i wspaniałe pieczywo.
W moim bloku 6/14 był sklep z butami, pracownia Xawerego Dunikowskiego (obecnie galeria), naprawa RTV, kawiarnia Mirowska, sklep warzywniczy "SAD", sklep z zabawkami "PIOTRUŚ PAN" i obok jakiś salon, chyba z futrami, paltami itp. ale tam nigdy nie wchodziłam.
Pod 16-tym w przedwojennej kamienicy Trachtenberga były cztery sklepy/zakłady: repasacja pończoch, sklep z przedmiotami rehabilitacyjnymi (między innymi protezy), zakład krawiecki, i zakład fryzjerski. Później w połowie lat 60-tych zmieniały się. Pamiętam sklep z artykułami drewnianymi (żaluzje, zasłony z koralików ...), sklep z konfekcją lekką, jeszcze później rajstopy i pończochy, sklep z lampami ale to chyba nie wszystko.
W budynku przy Elektoralnej "pod filarami" był zakład szewski i chyba MODA POLSKA i jeszcze między nimi jakiś malutki sklepik czy punkt usługowy ale nie pamiętam z czym (handlował tam papierosami niewidomy - przypisek webmastera). Kiedyś chyba był tam punkt TOTO-LOTKA (potem był - webmaster).
Za mojej pamięci (koniec lat 50-tych) Solną jeździły tramwaje i autobusy. Pamiętam tramwaj 17, którym pierwszy raz jechałam sama do babci na Bielany, mając 6 lat. Tata wsadził mnie do tramwaju i poprosił motorniczego, koło którego stałam przez całą drogę, żeby przypilnował gdzie mam wysiąść. Oczywiście byłam oburzona, bo doskonale wiedziałam.
Koło przystanku autobusowego przed kamienicą pod 16 przez całe lata był kiosk RUCHU. Pod moim oknem przed sklepem z butami w latach 60-tych stała taka metalowa budka, w której bardzo sympatyczny pan miał taki mały antykwariat, do którego często zaglądaliśmy. Po drugiej stronie Solnej stały i stoją do dzisiaj dwa budynki bardzo podobne do mojego tylko trochę krótsze. Pamiętam doskonale kilka sklepów, sklep z instrumentami muzycznymi i sklep BALBINKA, w którym będąc w szkole podstawowej kupowałyśmy razem z koleżankami bawełniane bluzeczki w przeróżnych kolorach, które były wtedy szykiem mody dziecięco-młodzieżowej, i po które stały ogromne kolejki na ulicy. W drugim bloku był sklep z wełnami, wspaniała pasmanteria i sklep z przezroczami czyli filmami na kliszy, które wyświetlało się na rzutniku. Każdy film był w czarnym, okrągłym, zakręcanym pudełeczku. (Ostatnie informacje dla trochę młodszych czytelników). I jeszcze dwa budynki "pod filarami" - jeden przy Elektoralnej, gdzie była drogeria i drugi przy Świerczewskiego, gdzie za mojej pamięci była zawsze ciastkarnia.
Podobno ulica Solna po raz ostatni na planie Warszawy pojawiła się w 1959 roku ale jak zaczęłam chodzić do szkoły podstawowej, a było to w roku 1961, to w pierwszych klasach na pewno podawałam jeszcze adres Solna.
Od redakcji : Oczekuje na materiały pod adresem: my_z_mirowa@interia.pl
Materiały osób chętnych do napisania będą weryfikowane przed opublikowaniem przez znanych redakcji mieszkańców tej ulicy.