04-28-2005

Aleja Jana Pawła II

Pani Władysława S. nie posiadała się ze szczęścia. Wreszcie! Po kilku latach starań udało się. Gdy w Powstaniu Warszawskim, w jej dom na Rybakach trafiła bomba, przeniosła się do mieszkającej w Krakowie siostry. Po Wyzwoleniu wróciła do Warszawy. Zaczęła pracować w Polskich Zakładach Optycznych. Zaczęła na nowo żyć. Jej jedynym dobytkiem, jaki ocalał z płomieni Powstania, było trochę ubrań i dokumenty, a także oprawiona fotografia ojca. Teraz zaczęła na nowo żyć.

W swym liście do siostry pani Władysława pisała: „Nie uwierzysz, ale otrzymałam mieszkanie! Własne mieszkanie! Mój nowy blok wznosi się koło dawnego teatrzyku „Femina”. Mam pokój z kuchnią i prywatną ubikację. Wszędzie jest mi blisko- do Ogrodu Saskiego, do kościoła karmelitańskiego. Obok przebiega Trasa W-Z. Musisz tu przyjechać!”. Był rok 1949.
Blok pani Władysławy stanął w 1949 roku, u zbiegu przedłużonej przez ruiny getta ulicy Lubeckiego i Trasy W-Z. Po dziś dzień, poza MDM-em, stanowi jeden z najlepszych przykładów architektury socrealistycznej w Warszawie. Masywna bryła budynku, wypełniająca róg dwóch ważnych arterii, była bogata w zdobienia typowe dla lat 50. XX wieku. Spośród ozdób, dziś najbardziej zwracają uwagę białe pilastry, często spotykane także w budownictwie przedwojennym.

Zanim jednak wybudowano socrealistyczne bloki osiedla „Muranów”, nim teren ten znalazł się w getcie, wokół wznosiły się czteropiętrowe kamienice. Wąskimi uliczkami przeciskał się tramwaj, a w parterach budynków podwoje swe otwierały sklepy, w większości żydowskie. Aleja Jana Pawła II, tak często odwiedzana dziś przez warszawiaków, w rzeczywistości nie istniała. Plany jej wytyczenia narodziły się dopiero w 1935 roku - za czasów prezydentury Stefana Bronisława Starzyńskiego. Wcześniej, między Elektoralną a Lesznem [czyli dzisiejszą Trasą W-Z] wiodła krótka, ale niezwykle interesująca uliczka Solna. Wytyczono ją w 1770 roku, podczas porządkowania topografii stolicy przez Komisję Brukową. Solna, jak wiele ulic w okolicy, stanowiła miedzę między ogrodami i sadami, a drewnianymi dwork

Jej dzieje zdają się nabierać rozpędu w połowie XIX wieku. Tu, na gruntach późniejszego osiedla Mirów, niczym grzyby po deszczu, rosły mury kamienic. W większości dwu- lub trzypiętrowe nawiązywały do stylu klasycystyczno- renesansowego. Kamienicę nr 9, od 1869 roku stanowiącą własność Andrzeja Rajkowskiego, charakteryzowała zdwojona arkada pośrodku ściany pierwszego piętra. W 1906 roku, ulicą ruszył tramwaj elektryczny. „Oprócz kramów kapliczkami boga Merkurego były maleńkie stoiska branży przeważnie metalowej, ślusarskiej i galanteryjnej. (...) Przy Solnej życzliwie witano nawet kilkunastoletniego chłopczyka, zainteresowanego kupnem za 10 groszy butów łyżwiarskich”- pisał w książce „Korzenie Miasta” Jerzy Kasprzycki. Wzdłuż ulicy znalazły się także firmy Nadelmanów i Ajzenbergów. „Jeszcze po ostatniej wojnie miałem wśród resztek rodzinnych dokumentów swój >pamiętniczek szkolny<, kupiony w 1939 roku na Solnej- w czerwonej safianowej okładce z wytłoczoną firmą „A. Kamień”, oraz dyplom uniwersytecki ojca w podobnej okładce, z identycznym napisem, oddany do oprawy w 1919 roku. Ciągłość pokoleń!”- pisał Jerzy Kasprzycki.

Jednak, dzisiejsza aleja Jana Pawła II, to nie tylko ulica Solna, ale także plac Parysowski i ulica Lubeckiego na Muranowie. Tak o placu Parysowskim, czyli popularnym „Parysowszczaku”, pisał w 2004 roku na łamach „Gazety Stołecznej”, varsavianista Jerzy S. Majewski: „Co roku, gdy tylko nadchodziła jesień, na plac Parysowski zjeżdżały chłopskie furmanki z kartoflami. Mieszkańcy pobliskiego domu mieszkalnego przy garbarni Temlerów wysyłali na targ dozorczynię, panią Babczykową. Znała się na rzeczy. Od jej opinii zależało, od którego chłopa będą kupione ziemniaki, od którego cebula, a od którego ogórki do kiszenia.”. Warto wiedzieć, iż poza targiem warzywnym funkcjonował także „pchli targ”. Roiło się tu od różnych staroci; sprzedawano bezużyteczne gramofony, popękane płyty z nagraniami amerykańskich piosenkarzy, a także archiwalne wydania gazet. Przy „Parysowszczaku”, na posesji nr 2 wznosił się budynek garbarni Ajzyka Lewina, w której wybuchł pożar. Działo się to 7 października 1937 roku o godzinie 20. Tak zdarzenie opisywał reporter „Gazety Polskiej”: „Ogień ogarnął budynek oraz szopę, w której mieściły się nie wyprawione skóry. Pastwą płomieni padło całe urządzenie garbarni i część surowca. W trakcie pożaru w piwnicy zapalił się transformator. Pogotowie elektryfikacji miejskiej wyłączyło prąd na godzinę w całej dzielnicy.”

Innym, zapomnianym fragmentem obecnej alei Papieża była ulica Franciszka Ksawerego Druckiego- Lubeckiego. Łączyła Niską i Pawią. Jak mówi mi pan Jerzy Sławiński, ulica była synonimem biedy. Stare, wpół drewniane, budynki były łatwymi ofiarami płomieni niemieckich miotaczy, obracającej w proch Muranów, w odwecie za kierowane przez Anielewicza Powstanie w Getcie. Jedynie na rogu ulicy Gęsiej [dziś nomen omen Anielewicza] wznosiły się mury fabryki Heleny Cieślak.

Gdy, już po wojnie, wytyczano nową arterię- nazywaną niegdyś „Testamentem Starzyńskiego”, nowe władze nie miały problemu z wywłaszczeniem właścicieli posesji, którzy przed 1939 rokiem jakże utrudniali rozwój Warszawy. Zabudowana socrealistycznymi gmachami arteria, z linią tramwajową pośrodku, połączyła w końcu dwie odległe od siebie dzielnice- Mokotów oraz Żoliborz. Trasie N-S nadano tymczasową nazwę „Lubeckiego”, którą zmieniono w 1950 roku. Tak pisał o tym tygodnik „Stolica”: „Postanowieniem Stołecznej Rady Narodowej trasa N-S nosić będzie nazwę alei Juliana Marchlewskiego. Przebiegnie począwszy od alei Niepodległości wiaduktem nad wykopem i torowiskami linii średnicowej, przecinając następnie szereg ulic wraz z trasą W-Z i skierowana zostanie poprzez teren Dworca Gdańskiego w kierunku Żoliborza [czyli do ul. Stołecznej- przyp. PMB]”.

W dobie PRL była to smutna ulica. Szara, z zaniedbanymi trawnikami i dziurawą jezdnią. Prywatne sklepy, które pojawiły się tu w latach 80., tylko na chwilę rozświetliły feerią barw mętny Muranów. Prawdziwe zmiany zaszły w 1989 roku. Najpierw nadano nazwę alei - Jana Pawła II. Wkrótce zaczęły wyrastać tu nowoczesne biurowce, a w parterach domów pojawiały się sklepy z kolorowymi towarami, rzadkimi „za komuny”. Jak napisano niegdyś w „Gazecie Stołecznej”- to najszybciej rozwijająca się ulica w Warszawie. Miejmy nadzieję, że nie jedyna.

Przemysław M. Burkiewicz