Ulica Orla        zobacz na mapie
Krótką uliczkę udrożniono w 1766 r. po to, aby połączyć Leszno z Elektoralną. 2/3 kosztów bruku pokryli leszczyńscy mieszczanie, a 1/3 - sam dziedzic Leszna, Potocki. Orzeł znalazł się w nazwie na fali ówczesnej ptasiej mody w nazywaniu ulic (przykładami są choćby Gęsia czy Pawia). W czasach Królestwa Polskiego ulica została zabudowana klasycystycznymi kamienicami i dotrwała w tej formie aż do okupacji. W powojennych źródłach można znaleźć wzmianki typu: 'kamienice zniszczone w 1944 r., częściowo odbudowano w innym charakterze' (choć wszystkie nadawały się do odbudowy w pierwotnej postaci). Dla zwiedzającego Warszawę oznacza to tyle, że nie ma tu nic szczególnego do oglądania.
Źródło: Pascal Travel Club

Wiesława Pietrzyk (Morawska) napisała


Moje podwórko na Orlej.

Zaglądając dziś na niewielkie podwórze zamknięte domami Elektoralnej 8/10 i Orlej 3, 5, 7/9 zobaczymy cichy, pełen zieleni, uporządkowany zakątek – uroczy, lecz jakby pozbawiony życia. Trudno sobie wyobrazić, że przed pół wiekiem było to miejsce na którym spędzała czas chmara wesołej, rozbrykanej i rozwrzeszczanej dzieciarni wymyślającej szalone zabawy, uciszanej na chwilę przez głos wychylającego się z okna rodzica, odwołującego do domu swojego potomka. Zamieraliśmy na chwilę, poczym błogie uczucie, że to nie mnie wołają ale i rozczarowanie, że ubywa wspaniały kompan. Pamiętam chóralne prośby „jeszcze chwileczkę”.  Podwórko rzadko bywało puste, wystarczyło, że pojawiło się jedno dziecko a reszta pojawiała się chwilę potem. Był zwyczaj wyglądania przez okno ( czy ktoś jeszcze to robi? ), bo też było na co popatrzyć, do dziś pamiętam przyklejone do szyby twarzyczki rozczarowanych dzieci, które z powodu choroby lub nałożonej kary nie mogło „wyjść” te błagalne głosiki „mamo, czy mogę wyjść?”

Jak wyglądało to ulubione miejsce?  W 1950 r. był to dość duży teren niczym nie ogrodzony, z wyjątkiem starego muru oddzielającego starą kamienicę (Orla 5), który wspominaliśmy w innym miejscu,  pokryty wertepami i zarośnięty ruderalnymi chwastami, pełen tajemniczych zakątków. Można było biegać na tyłach Domu Kultury, zaglądać przez okna przyziemia do pracowni modelarskiej, oraz między skrzydłami szkoły TPD 3.

Wczesną wiosną 1954 wjechał na podwórze wielki spychacz i rozpoczęło się równanie terenu. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze bo wiąże się to z silnym przeżyciem. Otóż dzieciarnia zwietrzyła wspaniałą okazję do nowej zabawy i właziliśmy na górę ziemi i gdy spychacz się cofał zjeżdżaliśmy wraz z nią.  W pewnej chwili został przysypany ziemią mały chłopiec. Akcja ratunkowa podjęta natychmiast, czterech mężczyzn z łopatami i Mamy, które wyskoczyły z domów z szufelkami lub gołymi rękami odkopały dziecko, które na szczęście poza niewielkimi zadrapaniami nie odniosło większych obrażeń. Wrażenie i nauczka na resztę życia.

 Na jakiś czas „wychodzenie” zostało ograniczone za to potem mieliśmy splantowane i uporządkowane podwórko, z prawdziwą piaskownicą i dużym placykiem wyłożonym dużymi sześciokątnymi trylinkami. Skończyło się rysowanie patykiem terytoriów do „wojny” i „państw” i nastała era kredy. Gry w piłkę były dla niezdar bardziej bolesne i bardziej ryzykowne dla odzieży za to na rowerach jeździło się wspaniale i było gdzie wylewać zimą lodowisko! Podwórko przeszło jeszcze dalsze metamorfozy ale „o tym potem”.


Od redakcji: Dziękujemy Ci Wiesiu jako jedna z pierwszych napisałaś bardzo fajny tekst z którego  powinni brać przykład inni i odważyć sie napisać coś o swojej ulicy.
Mam nadzieję Wiesiu że na końcu można dopisać cdn...

Tu w tym miejscu będą materiały wspomnieniowe

wszystkich mieszkańców tej ulicy,

którzy maja chęć coś o swojej ulicy i budynku napisać.

Materiały osób chętnych do napisania będą
weryfikowane przed opublikowaniem przez
znanych redakcji mieszkańców tej ulicy.

Oczekuje na materiały pod adresem

my_z_mirowa@interia.pl