![]()
SASKI OGRÓD - od podszewki Nr.39/1960
Ogród Saski — 1935 rok. Fot.: archiwum ..Stolicy"
Saski ogród, wspomnienia o nim, ma swoją bogatą literaturę, począwszy od czasów, kiedy odbywało się tutaj rendez vous eleganckiego świata przy kioskach z wodami mineralnymi. Dla mnie, jako dla starego i doświadczonego pracownika służby śledczej kryminalnej, z tym zabytkowym Parkiem Warszawy wiążą się całkiem inne pojęcia. Kiedy Przechodzę obok niskiego murku odgraniczającego teren parku od chodnika ulicy, przychodzą mi na pamięć wspomnienia od strony „podszewki", jeśli tak można mówić o ogrodzie.
W przeszłości Ogród Saski, położony w samym środku miasta, był dosyć ściśle od tego miasta odizolowany. Wchodziło się przez bramy przy ulicach: Królewskiej, plac Żelaznej Bramy, Żabiej, Niecałej Fredry (dawniej Kotzebue), placu Saskiego. Bramy na noc były zamykane. Za carskich czasów stójkowi (policjanci) pełnili służbę w budkach strażniczych przy brakach i nie wpuszczali ludzi źle ubranych. Korzystanie z zieleni i powietrza parkowego zastrzeżone było dla „przyzwoitej" publiczności. Oprócz ludzi „źle" to jest biednie ubranych, zakaz obejmował ...żołnierzy szeregowych oraz osoby w strojach „nieeuropejskich. Chodziło tu oczywiście o Żydów w ich tradycyjnych ubiorach. Sądzę bowiem, że gdyby zjawił się np. maharadża indyjski, ubrany jak najbardziej egzotycznie, nie miałby żadnych trudności z wejściem do parku. Mimo tego rodzaju obostrzeń już w czasach Przed pierwszą wojną światową teren parku stał się jedną z zamaskowanych baz świata przestępczego. Tak było i w późniejszym okresie, to znaczy w latach międzywojennych, tj. w czasie, kiedy sprawa ta interesowała mnie z tytułu pracy zawodowej.
W dni pogodne służba sama lub z dziećmi wychodziła na spacery do Ogrodu Saskiego. Stworzyło się tam centrum zabaw dziecinnych oraz spotkań i plotkowania opiekunek dzieci. Dziś znikły mamki, boty, niańki, zastąpiły je żłobki i przedszkola, a służba domowa poszła do pracy w przemyśle i handlu. Wówczas stanowiła dość pokaźny odsetek ludności miasta. Otóż świat złodziejski wykorzystywał naiwne służące domowe dla przeprowadzania wywiadu w celu okradania mieszkań. Bandy złodziejskie działały przy pomocy własnych informatorów. Jednym z „najpoważniejszych" była kabalarka Paulina, działająca przy pomocy swojej subagentki, niejakiej Marianny. Najpierw Marianna wdawała się w rozmówki z siedzącymi na ławkach służącymi i przeprowadzała rodzaj wywiadu o ich stosunkach i otoczeniu, zwłaszcza zaś o kłopotach sercowych.
Wszystkie chyba bez wyjątku dziewczęta — służące stanowiły niezawodną klientelę kabalarek i innych wróżek. Nic dziwnego, że Paulina zdobyła sobie wśród nich renomę, skoro już w pierwszych słowach przy kładzeniu kabały wykazywała „jasnowidztwo" i wiedziała, czy w danym przypadku chodzi o Janka, czy o Stacha. Urobiwszy sobie w ten sposób klientkę. Paulina przystępowała do dalszego Jej „opracowania".
Niekiedy chodziło po prostu o ustalenie pewnych szczegółów, jak np. kiedy państwo bywają w domu itd.
Niekiedy wywiad sięgał głębiej. Jedną z bardziej rozpowszechnionych form była praca „na narzeczonego". Paulina, występując w roli już nie tylko wróżki - powiernicy, ale i doradczyni, nastręczała dziewczynie „narzeczonego". Wkrótce zjawiał się ubrany pretensjonalnie młody człowiek, obowiązkowo w lakierkach albo w żółtych butach, z kokieteryjnie przystrzyżonymi i wyczernionymi wąsikami. „Narzeczony" czasem poprzestawał na nabieraniu samej dziewczyny „na ślubne ubranie". Udawał rzemieślnika, chwilowo pozostającego bez pracy, ale z dużymi „widokami" na przyszłość. Chętnie by się ożenił, ale na przeszkodzie stał brak ślubnego garnituru. Dziewczyna oczarowana perspektywą małżeństwa oddawała mu swoje oszczędności i więcej „narzeczonego" nie oglądała. Na tym tle powstała nawet piosenka.
Dziewczyno ty moja,
ty moje kochanie
Daj mi trzysta złotych
na ślubne ubranie.
Dziewczyna mu data,
chłopak spekuliHa
Schował do kieszeni
i tek sobie śwista...
Częściej „narzeczony" niewystępował indywidualnie, tylko jako członek bandy złodziejskiej, którego zadaniem było przygotowanie kradzieży. Chodziło w takich wypadkach juz nie o samą służącą, ale o okradzenie jej chlebodawców. Jednym z zasadniczych zadań chodziło wówczas zdobycie odcisków kluczy w celu ich podrobienia. W takich wypadach Paulina radziła swojej klientce, iż chcąc przyciągnąć narzeczonego i przywiązać go do siebie, powinna w nocy, kiedy w domu wszyscy śpią, wynieść klucze od mieszkania, położyć je pod słomiankę i rano przed świtem zabrać. Klucze mają bowiem magnetyczną moc przyciągania serc...
Nocą przestępcy sporządzali odciski na mydle albo miękkim wosku, podrabiali klucze i czekali okazji, najczęściej w czasie kiedy domownicy wyjeżdżali „na letniaki".
Ogród Saski stanowił również teren operacyjny handlarzy żywym towarem. W cienistych alejkach „urzędowały" raktorki, pośredniczki stręczycielki do nierządu, a nawet niekiedy agentki i agenci szajek międzynarodowych, wywożących zwerbowany „towar" za ocean, najczęściej do Argentyny.
<
Nie wszystkie typy operujące zawodowo w parku można zaliczyć do świata przestępczego. Przechadzał się tam np. fryzjer, który ma ławce, za parę groszy lub papierosów, golił spacerowiczów, do bardziej oryginalnych typów należał popularny wśród kucharek, nianiek "pan poeta". Pisał on na zamówienie listy miłosne i wiersze, za co otrzymywał honorarium w gotowce albo w naturze. Rysował kolorowe laurki, pocztówki z kwiatami, gołąbkami i serca przebite sztyletem. Układał również teksty przekleństw na niewiernych uwodzicieli. Jedno z takich przekleństw zapamiętałem:„żeby miał sto miast, w każdym mieńcie po sto domów, w (każdym domu po sto pokoi, w każdym pokoju po sto łóżek, a na każdym łóżku, żeby go sto razy na dzień do samej śmierci cholera dusiła, za to że mnie rzucił dla tej Stefki, co chodzi w kapeluszu'...
Kiedyś udało mi się podsłuchać rozmowę:„Niech pan poeta napisze ml list i ładnie wymaluje serce .w cierniowej koronie, żeby mój chłopak wiedział, że Ja tak cierpię..."
HENRYK LANGE
„Dobrze — odparł poeta — ale ty mi za to przyniesiesz dwa złote albo przynajmniej dwa kotlety schabowe"...."
„Poeta" ubierał się w kapelusz z dużym rondem, pelerynę, czarny fontaź pod brodą i nosił długie włosy. Były to niewątpliwie insygnia, odznaczające człowieka o wyższym polocie ducha...
Źródło:http://publikacje.koszykowa.pl/Stolica/1960_nr_01-52/Stolica_1960_nr_39_25.09_s_1-24/Publikacja.html Strona 18