Krzysztof Ronka   -  napisał
SĄDY W AL.SOLIDARNOŚCI (Solidarności)


Hale Mirowskie kojarzą się wszystkim jednoznacznie z Mirowem i są niepisanym symbolem naszej dzielnicy. W cieniu Hal pozostaje drugi okazały obiekt używalności publicznej Mirowa; Gmach Sądów na Lesznie.

Siedzibę warszawskiej Temidy przy alei Solidarności (dawniej Świerczewskiego, jeszcze wcześniej tj. przed w IIWS i do roku 1947 Leszno) posiadającą w momencie utworzenia hipoteki oficjalne adresy: Leszno 53/55 i Ogrodowa 12/14 trudno zaliczyć do architektonicznie udanych. Zewnętrzny wygląd potężnego gmachu jest mało ciekawy aczkolwiek stanowi klasyczny przykład funkcjonalizmu, nurtu w architekturze polskiej silnie dominującego w okresie międzywojennym. Natomiast, co do funkcjonalności nic nie można zarzucić przyjętym rozwiązaniom.

Niekorzystne wizualne wrażenie wynika z wielu czynników. Bohdan Pniewski, najznakomitszy polski i zarazem warszawski przedwojenny architekt, po wygraniu w roku 1935 konkursu na budowę „Gmachu Sądów Grodzkich przy Lesznie” przedstawił koncepcję zmiany usytuowania obiektu. Pniewski chciał odejść od założeń pierwotnych umiejscowienia frontu budynku od strony Leszna i zaproponował obrócenie całego gmachu o 180 stopni, a tym samym, przeniesienie go na stronę południową (słoneczną) od ulicy Ogrodowej. Z tym rozwiązaniem nie zgodził się inwestor tj. Fundusz Kwaterunku Wojskowego, który przy podjęciu ostatecznej decyzji wsparł się opiniami Policji Państwowej w kwestii …”bezpieczeństwa dowozu i odwozu aresztantów na rozprawy sądowe”. W tym względzie, ówczesna stosunkowo wąska i ruchliwa ulica Leszno stwarzała większe problemy swobodnego poruszania się policyjnym więźniarkom z podsądnymi aniżeli względnie spokojne Ogrodowa, Biała i Solna.

Pniewski uporał się z problemem po przez cofnięcie w głąb ostatniej kondygnacji gmachu i stworzenie obszernych przestrzeni przed wejściami do budynku od strony Leszna. Tym sposobem udało się uzyskać rozjaśnienie pokoi sędziowskich i sal rozpraw w części północnej częściowo pozbawionych promieni słonecznych.

Uwagę zwraca stosunkowo niewielki rozmiar okien od strony frontowej, czym, jakby, architekt wymusza masywność i fasadowość całego obiektu. Uzupełnieniem są liczne walory kamieniarskie powszechnie uwielbiane przez Pniewskiego oraz napis autorstwa Andrzeja Frycza Modrzewskiego: „Sprawiedliwość jest ostoją mocy i trwałości Rzeczpospolitej” ciągnący się na całej długości gmachu i mający podkreślać surowość osądów władzy i wymuszać u podsądnych respekt dla Temidy i ferowanych wyroków.

Budowa sądów miała miejsce w latach 1935-39 i przebiegała bez większych zakłóceń nie licząc ponad półrocznego opóźnienia. Uroczystego otwarcia Gmachu Sądów grodzkich dokonano 23-go marca 1939 roku. Był to wtedy największy budynek sądów w Europie, co z dumą zostało odnotowane przez prasę warszawską. Szczególnie uwypuklano fakt, że łączna długość korytarzy w gmachu przekracza 15 kilometrów, co chyba wydaje się jednak mało prawdopodobne.

Do wybuchu IIWS nie wszystkie oddziały i delegatury Sądu Grodzkiego dotychczas porozrzucane po całej Warszawie, przeniesiono na Leszno. Wymiar Sprawiedliwości powrócił w komplecie do swojej siedziby dopiero po zakończeniu II-ej Wojny Światowej.

Nie znalazłem wiarygodnych informacji na temat prowadzonej działalności przez władze okupacyjne w murach Sądów. Od czasu utworzenia Getta do jego likwidacji, Sądy stanowiły granicę między dzielnicą żydowską i częścią aryjską miasta. Przewija się w niektórych wspomnieniach, że były miejscem wielu szmuglerskich transakcji. Tutaj było centrum nielegalnego obrotu złotem i szlachetnymi kamieniami. W sądach mieściła się czasowo siedziba aprowizacji Getta pod przykrywką której odbywał się również „lewy” handel i obrót żywnością i artykułami spożywczymi na ogromną skalę. Rezydowały tutaj urzędy oficjalnie rekrutujące do pracy w niemieckich firmach zlokalizowanych na terenie Getta. Istnieją pośrednie dowody, że w Sądach potajemnie wyrabiano fałszywe dokumenty okupacyjne. Żydom wolno było przebywać na terenie Sądów tylko po wcześniejszym zgłoszeniu i tylko do godziny 11.30 rano z obowiązkowo nałożoną szeroką opaską z gwiazdą Dawida na ramieniu. Dla wielu przez Sądy wiodła niebezpieczna droga ucieczek z Getta do miasta, co jest odnotowane w pamiętnikach ludzi co przeżyli Getto i okupację. Od części aryjskiej miasta dojazd był bezpośredni z ulicy Białej. Warto zwrócić uwagę, że wtedy cała Biała to był tylko mur Getta. Doskonale to jest oddane na mapie zmieszczonej na stronie United States Holocaust Memory Museum. http://www.ushmm.org/wlc/media_nm.php?lang=en&ModuleId=10005188&MediaId=1438

Wraz z likwidacją Getta, władze okupacyjne usunęły wszystkie biura i firmy dotychczas się tutaj mieszczące. W budynku zorganizowano szpital wojenny na blisko 500 łóżek mający stałą 80-100 osobową ekipę medyczną. Ochronę szpitala zapewniał 30 osobowy oddział wartowników uzbrojonych w broń maszynową. Szpital zlikwidowano na kilka tygodni przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Niezależnie od szpitala, część gmachu zagospodarował Wermacht składując tutaj duże ilości sprzętu radiolokacyjnego. Działał też oddział serwisowy pojazdów osobowych policji.

Powstanie Warszawskie, najbardziej krwawy i tragiczny okres w historii Warszawy, szczęśliwie z sądami obeszło się łagodnie. Zapewne wynikło to z faktu samego usytuowania gmachu na skraju wtedy zrównanego z ziemią i całkowicie niezamieszkałych ruin po północnej stronie Leszna, jak też i z topografii prowadzonych w mieście walk. 1-go sierpnia 1944 Sądy zajęła kompania ppor „Watry” ze zgrupowania AK „Ostoja”. Od 3-go sierpnia rozpoczęto w gmachu formowanie Zgrupowania AK „Leśnik”, które 6-go sierpnia w sile 400 osób przeszło na Starówkę. Tablica pamiątkowa na gmachu przy głównym wejściu od strony Al. Solidarności upamiętnia to wydarzenie. (Nota bene, historyk PW Jerzy Kirchmayer wspomina, że dowódca obrony Starówki płk. Wachnowski miał ogromne pretensje do Leśnika za samowolne opuszczenie placówki w Sądach Grodzkich.) Później, po wysiedleniu i wymordowaniu przez Ukraińców mieszkańców Ogrodowej, Elektoralnej i Chłodnej, kompleks sądowy znalazł się na „ziemi niczyjej”. W pamiętnikach warszawiaków i powstańców odnotowany jest przypadek z około 9-go sierpnia pogoni pododdziału ze Starówki za gołębiarzem „aż za Sądy Grodzkie na Lesznie”. W dniach 11-12 sierpnia z gmachu sądów wyniesiono i dostarczono do Śródmieścia części i podzespoły dla działającej w powstańczym Śródmieściu Radiostacji Burza. (Nie mylić z powszechnie znaną powstańczą Radiostacją Błyskawica).
Gmach sądów warszawskich, jako jeden z nielicznych kompleksów w mieście przetrwał wojnę niemal bez zniszczeń. Wiosną 1942 na północno wschodnie skrzydło gmachu spadła bomba zrzucona w czasie nalotu lotnictwa sowieckiego, która nie wyrządziła większych zniszczeń. Już po Powstaniu, gmach został zaminowany przez Niemców, jednakże próba jego wysadzenia generalnie nie powiodła się. Solidna żelbetowa konstrukcja oparła się źle obliczonym ładunkom i zakładanych najprawdopodobniej w pośpiechu.

Kompleks sądowy odbudowano jako jeden z pierwszych w Warszawie ze zniszczeń wojennych (lata 1946-49). Dokonano niewielkich zmian. Porównując zdjęcia sprzed i po odbudowie, widać wyraźne obniżenie frontowej ściany szczytowej po lewej stronie patrząc od Alei Solidarności. Na wszystkich zewnętrznych elewacjach gmachu pozostawiono liczne ślady po kulach karabinowych.

Od roku 1949 w gmachu sądów przy Alei gen. Świerczewskiego mieściły się wszystkie sądy dzielnicowe Warszawy i Sąd Wojewódzki. W roku 1950 przeniósł się z Łodzi do Warszawy Sąd Najwyższy zajmując fronton pierwszego piętra od strony Ogrodowej. Dlatego nie było żadnej przesady w powszechnym twierdzeniu, że „Leszno to cała Sprawiedliwość”. Dla prawdziwych Warszawiaków Sądy w Warszawie to „Sądy na Lesznie” mimo kilku już zmian nazw i numeru ulicy, przy której się znajdują i funkcjonują już w blisko 60 lat.
MzM
 

W cieniu „Sądów na Lesznie” a właściwie ich zaplecza od Ogrodowej przeżyłem dzieciństwo i młodość. W pamięci pozostały i przy rożnych okazjach wracają zdarzenia z tamtych lat nie tylko te związane z życiem, nazwijmy je, sądowo-podwórkowym, ale również i pośrednio z tymi co z różnym natężeniem medialnym trafiały na lamy prasowe i do serwisów radiowych czy telewizyjnych.

Dla mnie – ucznia SP nr. 25 mieszczącej się na Ogrodowej za Sadami - Sady stanowiły jakąś nawet dziecięca normalność. Sady od Ogrodowej – w przeciwieństwie niż od strony Al. Świerczewskiego – przez długie lata były dostępne o każdej porze urzędowania. Po prostu, przechodziło się kolo ciecia siedzącego w pakamerze przy bramie wjazdowej, tej która wjeżdżają i wyjeżdżają więźniarki, a on nawet nie pytał gdzie po co, dlaczego i dokąd się udaje(my).

Później ciecie zaczęli być bardziej dociekliwi, wiec tłumaczyło się, ze idzie się do „cioci w sekretariacie” czy „na stołówkę”. Masz racje Elżbieto. Stołówka w Sadach serwowała bardzo dobre i tanie obiady. W czasach powszechnej dostępności Sadów przez jeden rok szkolny tam się żywiłem zamiast w szkole.

Był taki okres w życiu naszej podwórkowej ferajny kiedy bawiliśmy się w „podchody” w Sadach, połączone jakby z przyjęciem nowego kolegi do podwórkowej grupy. Zabawa polegała na tym, ze kolega udawał się do Sądów i musiał na drzwiach uzgodnionego wcześniej numeru pokoju/sali – przykładowo: korytarz H, pokój 159 – zakreślić kreda krzyżyk na drzwiach. Gdy koleś biegiem wystartował, to reszta ”sedziow podwórkowych” kolektywnie i głośno odliczyła do 50-u i wyruszała za nim. Zabawy zaprzestaliśmy po tym jak jedna z woźnych przyuważyła moment naznaczania drzwi i naszego kolegę juz wytarganego za uszy odprowadzała do administracji. Na szczęście, zdążył jej uciec .......


 

Źródła:
- UM. Warszawa
- US Holocaust Memory Museum
- Polska.pl – wiadomości - Bartłomiej Kozłowski, 2006 – Sądy na Lesznie
- warszawa1939.pl/index – kilka zdjęć Sądów na Lesznie
- Getto Warszawskie – historia - warszawa.getto.pl/index
- Muzeum Powstania Warszawskiego