PLACE ŻELAZNEJ BRAMY I MIROWSKI
Ten spacer wymaga wyobraźni. Bez niej wokół ujrzymy tylko bloki. A przecież aż do 1943 r. Grzybów Muranów należały do najbardziej zaludnionych dzielnic na świecie. Dziś z tamtej zabudowy pozostało niewiele. Grzybów i Muranów to miejsca niesłychanie ważne dla dziejów polskiego romantyzmu. W pierwszej połowie XIX w. to przecież tutaj znajdowało się centrum miasta, a przy takich ulicach jak Orla, Elektoralna i Leszno mieszkali Juliusz Słowacki, Antoni Malczewski czy młodziutki Cyprian Norwid Ich śladami wędrujemy w naszym „Spacerowniku ".
SPACEROWNIK
Kilkadziesiąt lat później Miła, Dzika, Nalewki, ale też Elektoralna, Karmelicka, Gęsia i Mylna stały się częścią dzielnicy Północnej zamieszkanej w dużej mierze przez ludność żydowską. Przedl939 r. ta część Warszawy stała się obok Nowego Jorku światową stolicą języka jidysz II wojna światowa, powstanie w getcie w 1943 r., a potem Powstanie Warszawskie przyniosły kres tej części Warszawy. Pozostała pamięć, piwnice tkwiące na podwórkach powojennych bloków mieszkalnych i odrobina zabytków. JERZY S. MAJEWSKI
Spacer zaczynamy na placu Żelaznej Bramy. Możemy tu dojść z placu Bankowego. Na pl. Bankowym znajdziemy mnóstwo przystanków (autobusy : 100,107,111,125,127,128, 170,171,190, 307, 409, 410, 512, 515, 520, 522, 524, E-2 i tramwaje: 13,15,18, 23, 26, 32, 35, 36). Dojedziemy tu też metrem na stację Ratusz Arsenał
Przed nami wznosi się pałac Lubomirskich (plac Żelaznej Bramy 10). Dziś pałac zamyka perspektywę Osi Saskiej. Jeszcze 40 lat temu stal w nieco innym miejscu. Jego przesunięcie w 1970 r. było niezwykłym przedsięwzięciem technicznym. Po odcięciu fundamentów budynek obrócono na specjalnej kratownicy o 78 stopni, tak by jego fasada znalazła się pośrodku barokowej osi.
Niegdyś barokowa była też sama budowla. W latach 1791-93 na zlecenie Aleksandra Lubomirskiego rezydencja została przebudowana w stylu klasycystycznym przez Jakuba Hempla. Żoną właściciela rezydencji była słynna z wdzięku i urody Aleksandra z Chodkiewiczów Lubomirska. Małżeństwo okazało się nieudane. Gdy trwała przebudowa pałacu, piękna arystokratka wyjechała do zrewoltowanego Paryża, towarzysząc swemu kochankowi. Tam jako jedyną Polkę ścięto ją na gilotynie. Zdaniem autorki pamiętników pani Natalii Kickiej na śmierć księżnę popchnęło odrzucenie zalotów samego Robespierre'a. „Jestem mężatką - odpowiedziała [na oświadczyny], pokutując za lekkomyślne przedsięwziętą podróż do Paryża, w porze kiedy najbrudniejsze męty namiętności ludzkich wydobywały się na wierzch społeczeństwa". Księżnę aresztowano pod zarzutem sprzyjania ancien regime'owi i ścięto w czerwcu 1793 r.
Kilka lat temu Agencja Mienia Wojskowego sprzedała pałac. Działa tu m.in. Business CentreClub.
Przed fasadą budynku odnajdziemy cztery kamienne lwy z armatami i atrybutami wojennymi. Przed wojną stały one przy ulicy Nowo-wiejskiej (wówczas 6 Sierpnia) przed masywnym gmachem Ministerstwa Spraw Wojskowych.
Pomnik „utrwalaczy"
stał tylko kilka lat
W 1985 r. fasada budynku od Marszałkowskiej została zasłonięta monstrualnym pomnikiem Poległym w Służbie i Obronie Polski Ludowej, który warszawiacy nazwali pomnikiem „utrwalaczy". Zwalista neo socrealistyczna rzeźba Bohdana Chmielewskiego nie tylko sławiła ubeków zwalczających po wojnie opozycję polityczną, ale też kiczowatą formą szpeciła okolicę. Pomnik rozebrano na początku lat 90. XX w 1970 r. Operacja przekręcenia głównego korpusu pałacu Lubomirskich. Oficyny z tyłu rozebrana Z lewej widać fragment wschodniej Hali Mirowskiej (wówczas Gwardii)
Niegdyś na lewo od pałacu znajdował się trójkątny placyk noszący od wschodu nazwę ul. Skórzanej, a od zachodu początkowo Gnojnej, później zaś Rynkowej. Dziś po tych ulicach nie pozostał najmniejszy ślad.
Pośrodku placyku między Gnojną a Skórzaną, stał do września 1939 r. Gościnny Dwór zwany też Wielopolem. Była to hala z lanego żeliwa (proj. Jan Jakub Gay i Alfons Kropiwnicki, 1841 r.). Od strony Żelaznej Bramy były tu sklepy z płótnem i towarami ruskimi. „Od Gnojnej z kaszą, mąką, krupami. Od Skórzanej szewskie. Wewnątrz dworu ze szkłem, porcelaną itp." - czytamy w przewodniku po Warszawie z roku 1893. Konkurencją dla sklepów ze szkłem były kramy na bazarze Jana Kurtza. Ciągnął się on w domu przechodnim położonym między Skórzaną 4 a Graniczną 7. Pod koniec okupacji w miejscu dworu urządzono targowisko, na które przenieśli się handlarze z Kercelaka na Woli spalonego w trakcie radzieckiego nalotu.
Mijając fasadę Pałacu Lubomirskich, skręcamy na lewo i idziemy ulicą Mirowską wzdłuż Hal Mirowskich. Dwie bliźniacze Hale Mirowskie powstały w latach 1899-1901 wg projektu inż. Bolesława Milkowskiego i arch. Ludwika Pankiewicza. Budynki mają eklektyczne elewacje z cegły i metalowe konstrukcje dachu. W pierwszej, wschodniej hali przylegającej do placu Żelaznej Bramy, niegdyś handlowano głównie nabiałem, w drugiej zachodniej, od placu Mirowskiego (dziś od al. Jana Pawła II) - rybami i mięsem.
Po wojnie halę wschodnią zamieniono w halę sportową klubu Gwardia. Urządzano tu m.in. mecze bokserskie. Druga hala zachowała funkcję handlową, ale w latach 60. fatalnie przebudowano jej fasadę. Dziś obydwie hale ponownie służą bogowi handlu Merkuremu. Tutaj też wzdłuż dawnej ulicy Mirowskiej (dziś pl. Mirowski) każdego ranka ustawiają się dziesiątki furgonetek, z których sprzedawane są tańsze artykuły spożywcze.
Po drugiej (południowej) stronie hal znajdziemy bazar spożywczy. Przeciskając się między furgonetkami z masłem, serami i jajami, warto spojrzeć na boczną ścianę północnej ściany u zbiegu pl. Mirowskiego i al. Jana Pawia II. Jest ona poszatkowana śladami po kulach z ręcznej broni maszynowej. To świadek jednej z wielu zbrodni, jakiej dopuszczali się od 5 sierpnia 1944 r. niemieccy żołdacy posuwający się od strony Woli w kierunku Pałacu Saskiego. Pod ścianą rozstrzeliwali dziesiątki cywili. - Jeszcze na początku 1945 r. w piwnicach widziałem pływające w wodzie zwłoki wielu ludzi - opowiada nasz czytelnik, pan Jerzy Sienkiewicz.
W miejscu, gdzie dziś wznoszą się Hale Mirowskie, aż do końca XIX w. stały barokowe pawilony koszar Gwardii Konnej Koronnej zorganizowanej w 1717 r. i dowodzonej przez generała majora Wilhelma Miera. Od imienia dowódcy gwardzistów nazywano Mrowczykami, a koszary Mirowskimi. Budowa koszar była jednym z wielkich przedsięwzięć budowlanych podejmowanych przez króla Augusta II w ostatnich latach jego panowania. Stanęły w latach 1730-32 wg projektu Joachima Daniela Jaucha. Koszary początkowo składały się z trzech par długich budynków stojących w dwóch rzędach. Środkiem biegła ulica. Były tu nie tylko budynki dla żołnierzy, ale też obszerne stajnie, kuźnie i m.in. zbrojownia. Wczasach Stanisława Augusta budynki zmodernizowano. U schyłku XIX w. większość pawilonów zburzono. Do dziś przetrwały fragmenty dwóch z nich - między al. Jana Pawła II a ul. Chłodną.W miejscu, gdzie dziś przed Halami Mirowskimi przebiega al. Jana Pawia II, do 1944 r. rozciągał się plac Mirowski. Do dziś ocalało coś z handlowego geniuszu tego miejsca. Z zielonych namiotów sprzedawane są kwiaty, warzywa, nasiona. W sąsiedztwie po okolicznych trawnikach i chodnikach rozlewa się handel starzyzną. Przed wojną na placu roiło się od straganów z warzywami, kwiatami, grzybami suszonymi, mlekiem, jajami, żywym i opierzonym drobiem, gruszkami i orzechami włoskimi. Obok straganów rzeźnickich stały namioty z rybami. Największy rejwach na targu przy placu Mirowskim czyniły handlarki jarzyną. Panowała też hierarchia. Najwyżej stały tu handlarki sprzedające ze straganów wewnątrz Hal Mirowskich. Najniżej te, które handlowały na ulicy własnym towarem przyniesionym w kuble lub wiklinowym koszu.
Ogromny jesiotr na stoisku
w Hali Mirowskiej, 1927 r.
Sprzedano go natychmiast
W czasie oficjalnej wizyty
w Polsce w 1988 r. Halę Mirowską
odwiedziła Margaret Thatcher.
Tłum gapiów obserwował, jak
kupowała warzywa i suszone grzyby.
„Wczesnym rankiem wrota hal targowych rozwarły się, a naokoło nich, niby wargi, niezliczone stragany. Nadjeżdżają najpierw straszliwe, na czerwono pomalowane kryte wozy rzeźnicze, z których dryblasy o zakazanych gębach wynoszą całe trzody rozćwiartowanego bydła. Z minami grandów hiszpańskich czcigodni reprezentanci cechu rzeźniczego przyjmują we wnętrzu hali swój towar, rozwieszają go na hakach, po czem okiem fachowem badają każdy kawał, obliczając w duchu, ile się da wykroić funtów". BOLESŁAW SZARLITT, „NA OKOŁO ŚWIATA", 1931
Dochodząc do al. Jana Pawła II, skręcamy na prawo. Przechodzimy obok zielonych namiotów z kwiatami i dochodzimy do ulicy Elektoralnej. W Elektoralną skręcamy na prawo.
Przed blokiem przy Elektoralnej 20 mijamy kamień pamiątkowy. Przypomina on, że stał tu dom (z 1784 r.), w którym mieszkał Juliusz Słowacki. Poeta przybył do Warszawy 17 lutego 1829 r. po dwudniowej podróży pocztowymi saniami z Krzemieńca. ^ Dzięki pomocy M poety Antoniego Odyńca i Tadeusza Hrehorowicza, urzędnika Komisji Skarbu, znalazł mieszkanie najpierw na Lesznie 31, potem w pałacu Paca na Miodowej, pracując na placu Bankowym w gmachu Komisji Przychodu i Skarbu. Na Elektoralną 20 przeprowadził się we wrześniu 1829 roku. Wynajmował trzypokojowe mieszkanie. Najchętniej przebywał w ostatnim, pomalowanym na zielono pokoiku, z maleńkim piecem. Do biura wychodził codziennie na dziesiątą. W mieszkaniu przy Elektoralnej napisał między innymi „Mnicha", powieść poetycką „Jan Bielecki", dramat „Maria Stuart", poemat „Arab", a w pierwszych dniach powstania listopadowego zrodził się tu jego „Hymn". Mieszkał tu do 8 marca 1831 r., kiedy to na zawsze opuścił Warszawę.
Kamień pamiątkowy
przy ul. Elektoralnej 20
Inicjały Józefa Frageta Piękna kamienica przy Elektoralnej 14 pokazuj e, jak mogłaby wyglądać ulica, gdyby nie barbarzyńskie powojenne rozbiórki wypalonych domów. Budynek pochodzi z lat 40. XIX w., a projektował go architekt rządowy Andrzej Gołoński. Warto zwrócić uwagę na narożniki bram ozdobione żeliwnymi dekoracjami z numerem hipotecznym 753 i inicjałami JDF. Upamiętniają właściciela budynku Józefa Frageta. W głębi podwórka tej nieistniejącej już kamienicy pod 16 mieściła się fabryka Wyrobów Srebrnych i Platerowych Frageta. Data na metalowych wierzejach bramy 1824 upamiętnia założę-na jego kamienicy nie zakładu.
MISTRZ PLATERÓW Józef Fraget przybył do Polski z Francji w 1824 r. Jego pierwsza fabryczka działała na Królewskiej. W 1844 przeniósł się na Elektoralną. W 1848 r. urządzono tu pierwsze w Warszawie laboratorium galwaniczne. Produkowano tu misterne wyroby ze srebra i tańsze platery. Zastosowano no¬woczesne maszyny parowe. Następca Józefa Julian rozbudował fabrykę, a jego wyroby docierały aż do Turcji, Persji i Afganistanu, zaś na jarmarkach rosyjskich cieszyły się sławą jako „warszawskie srebro".
Numer hipoteczny
na kamienicy
przy Elektoralnej 14
Przy Elektoralnej 12 stoi piękny budynek poprzedzony półkolistym dziedzińcem. Wieńczy go rzeźba anioła z rozpostartymi skrzydłami. Do 1939 r. mieścił się tu Szpital św. Ducha, którego tradycja sięgała XV w. Budynek powstał w latach 1859-61 według projektu Józefa Orłowskiego. Wcześniej, od 1782 r., działała tu manufaktura powozów Tomasza Dangla. Była to jedna z największych tego rodzaju wytwórni w Europie. Zatrudnionych było w niej kilkuset robotników, a najmodniejsze karety budowano według najnowszych wzorów londyńskich czy paryskich.
Główny budynek szpitala spłonął już w 1939 r., a w jego murach zginęło 200 osób. Gdy w czasie okupacji Elektoralna znalazła się w getcie żydowskim ogród na tyłach spalonego szpitala był jedną z nielicznych oaz zieleni w ciasno zabudowanej dzielnicy żydowskiej.
Szpital św. Ducha w 1938 r., dziś Mazowieckie Centrum Kultury
„Wśród ruin zniszczonego szpitala leżeliśmy na murawie i wchłanialiśmy słońce, otoczeni młodzieżą. Było rozkosznie. Mimo ruin nie pamiętało się o wojnie ani o getcie, ani o przyszłości niepewnej i ciemnej (...) Tutaj spotykaliśmy czasem Lalusię bawiącą się z koleżankami w innej części ogrodu. Ostatnie trochę zieleni, dobrego powietrza i słońca, jakie miała w życiu" - wspominał Henryk Makower w pamiętniku z getta warszawskiego.
Po wojnie szpital odbudowano. W holu zobaczymy socrealistyczne malunki z hutnikami, piekarzami i murarzami. Najzabawniejsze są sceny ukazujące kolejkę w sklepie po chleb oraz uścisk ręki mechanika i chłopa na tle traktora.
Dziś mieści się tu Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki (tel. 0 22 586 42 24, www.mckis. waw.pl).O Po drugiej stronie wylotu uliczki Orlej po lewej do 1943 r. stał XVIII-w. pałac Wielopolskich przy Elektoralnej 6. Obecnie w jego miejscu (na rogu Orlej) wznosi się pseudo historyczny blok z lat 50. XX w. W latach 20. XIX w. mieszkał tu Stanisław Węgrzecki. Od kwietnia 1807 aż po 1815 r. i potem w czasie powstania listopadowego był prezydentem Warszawy. Przed 1830 r. jego dom chętnie odwiedzano dla trzech córek na wydaniu. „U Węgrzeckich trzy panny dały mi zupełne wyobrażenie o warszawiankach - rodzice byli niczym w domu, one bawiły towarzystwo. Jedna najładniej sza na sawantkę wyglądała - średnia najmniej ładna, była najlepszą - najmłodsza, ładniejsza od średniej rej wodziła jako najweselsza - wspominał bez entuzjazmu Juliusz Słowacki.
Dawny gmach Banku Polskiego przy Elektoralnej
Żeby ocenić dawną urodę kamienicy przy Elektoralnej 11 zbudowanej przez inż. Piekarskiego, trzeba wejść do bramy. Fasada budynku w niczym nie przypomina tej sprzed wojny. Została obniżona i pozbawiona dekoracji. Niegdyś parter i pierwsze piętro wyłożone były gładkim czerwonym marmurem, wyższe piętra zaś miały charakter zmodernizowanego baroku. W czasie okupacji, gdy Niemcy utworzyli getto, jakiś czas w budynku mieszkał prezes Judenratu Adam Czerniaków. Jego sąsiadem był Jerzy Benedykt Dorys, znakomity fotografik wsławiony jako autor fotograficznych portretów. „Czerniaków zapraszał mnie i kilku innych mieszkańców tego domu dość często na skromne kolacje. Atrakcją tych kolacji był kieliszek wódki, j ako antidotum na tyfus i jako dezynfekcja organizmu" - wspominał Dorys. (...) Czerniaków był człowiekiem inteligentnym i bardzo kulturalnym, a przede wszystkim porządnym i prawym. Zresztą konsekwentnie skończył ze sobą. (...) wiedział, co go czeka - wspominał Dorys, któremu udało się uciec z getta i w ukryciu przeżyć wojnę.
Piękna brama kamienicy przy Elektoralnej 11
Przy Elektoralnej 5/7 mieści się XVII LO im. Frycza-Modrzewskiego.
Tablica upamiętniająca
Grzegorza PrzemykaNa budynku wisi tablica poświęcona uczniowi tej szkoły - Grzegorzowi Przemykowi, synowi poetki i opozycjonistki Barbary Sadowskiej. 12 maja 1983 r., gdy na Starówce świętował z kolegami zdanie pisemnej matury, został zatrzymany przez milicję. Nie miał dokumentów. Funkcjonariusze zabrali go na komisariat i brutalnie pobili. Zmarł dwa dni potem. Było to jedno z najgłośniejszych morderstw stanu wojennego. Pogrzeb zamienił się w manifestację patriotyczną. W tablicę pamiątkową „wtopiona" jest kartka z białego marmuru z wierszem Przemyka „Gra w szczerość" - „lecz o jutro mnie nie pytaj/ bo nie wiem jeszcze/czy w ogniu utonę/czy w wodzie spłonę".
Pałacowa kamienica hr. Brzostowskiego wznosiła się do 1944 r., w miejscu obecnego boiska pod dawnym adresem Elektoralna 3. Powstała w latach 1823-24. Tu w 1825 r. spędził ostatnie miesiące życia Antoni Malczewski, autor najwybitniejszej polskiej powieści romantycznej „Maria". Współcześni nie docenili jego książki i poeta umarł w nędzy, a „Maria" zaległa półki składów księgarskich.
Ostatnią towarzyszką życia poety była niezrównoważona psychicznie Zofia Rucińska. Dla niego porzuciła męża i z Wołynia przeniosła się do Warszawy. Malczewski odkrył w sobie zdolności magnetyzerskie, którym poddawał kochankę. Klepiący nędzę poeta i jego konkubina zapadająca w sny kataleptyczne żyli osamotnieni. Poeta umierał ponoć nie tylko na raka, ale i z głodu. Gdy zmarł, w mieszkaniu znaleziono oszalałą z rozpaczy panią Rucińska, pościel, trzy łyżki i dziewięć widelców, zegarek, dzieła Byrona i trzy egzemplarze „Marii". Dziewięć lat później w tym samym domu zamieszkała z mężem Izabella Barcińska, autorka powiastek dla dzieci i siostra Fryderyka Chopina. Jej dydaktyczne powieści, dziś zapomniane, w przeciwieństwie do arcydzieła Malczewskiego znakomicie się sprzedawały.
Wciąż imponująco przedstawia się dawny gmach Banku Polskiego przy Elektoralnej 2. Dziś ulokował się tu Główny Urząd Miar. Budynek wzniesiony w 1.1829-30 według projektu Jana Jakuba Gaya był początkowo niemal o połowę węższy. Rozbudowano go jednak kilkadziesiąt lat później zgodnie z planami Juliana Ankiewicza. Na dziedzińcu niezwykłą pamiątką jest kasztanowiec zasadzony ponoć w 1827 r. przez księcia Franciszka Druckiego-Lubeckiego.