Pereca (dawniej Ceglana) - napisał Krzysztof Ronka
Popatrzyłem sobie uważnie na plan ”naszego” Mirowa zamieszczony na MzM i dochodzę do wniosku, że mamy o czym pisać. Cóż więc nam pozostaje? Wziąć się do poszukiwań w sieci. Zacznijmy od ulicy Pereca. Przez bardzo długie lata, których początki sięgają wieku XVIII-ego (Te początki to nawet trudno odnaleźć w materiałach źródłowych) ulica nazywała się Ceglana. Niepotwierdzone do końca wzmianki z połowy XVIII-go wieku mówią o mieszczącej się na tutaj dużej paszarni rozprowadzającej owies dla licznych stajni magnackich.. Na początku XIX-go wieku, przy Ceglanej pod numerem 11 powstaje pierwszy w Warszawie z prawdziwego zdarzenia zakład ogrodniczy prowadzony przez rodzinę Ulrichów dostarczający krzewy, sadzonki i rozsady dla królewskich Łazienek, Ogrodu Saskiego i licznych ogrodów tworzonych i pielęgnowanych przy posesjach co znakomitszych rodów magnackich i szlacheckich. Wprawdzie z czasem Ulrichowie przenieśli swoje słynne szklarnie i szkółki krzewów na ulicę Górczewską, ale na Ceglanej utrzymywali stale, bo aż do wybuchu Powstania Warszawskiego swój główny skład nasion roślin ogrodowych. Skład ten zaopatrywał warszawską sieć sklepów Ulrichów. Jedna z ich okazalszych filii mieściła się w Hali Mirowskiej – w tej od strony Chłodnej.

Można śmiało powiedzieć, że Ulrichów z Ceglanej wygonił pod koniec pierwszej połowy XIX-go wieku przemysł piwowarski. To właśnie w tej części Mirowa (Grzybowska, Żelazna, Waliców, Wronia, Towarowa, Chłodna) mieściły się najważniejsze i największe warszawskie browary. Ulica Ceglana, ciągnąca się w sumie na niewielkim ponad dwustu paru metrowym odcinku między Ciepłą i Żelazną, ze swoimi 3ma niewielkimi browarami (m.in. Browar Braci Reich i Browar Boenischów) oraz warzelniami słodu daleko nie odstawała od otoczenia. Swoją drogą, historia browarnictwa na Mirowie jest bardzo bogata i imponująca; niewątpliwie wymaga dokładnego poznania i omówienia.

W roku 1889, pod numerem 1szym na Ceglanej zamieszkał Ichcak Lejbusch Perec – wybitny prozaik, publicysta i historyk piszący wyłącznie w jidysz. Perec już za swojego życia został uznawany za jednego z klasyków literatury żydowskiej. Tą pozycję zdobył przede wszystkim dzięki nowelom i utworom scenicznym. Zmarł w Warszawie w 1915r. Został pochowany na cmentarzu żydowskim. Był to jeden ze znakomitszych pogrzebów w dziejach stolicy, który zgromadził ponad stu tysięczny tłum żałobników. Na jego cześć, ulicę Ceglaną przemianowano na Pereca. Nastąpiło to już po 2WŚ, na początku lat 50ch.

We wrześniu 1939r. bomby lotnicze praktycznie zrównały z ziemią narożne kamienice przy Ceglanej i Żelaznej. W czasie likwidacji t.zw. Małego Getta, Niemcy burzą i palą kamienice po północno-wschodniej stronie ulicy.

W okresie Powstania Warszawskiego, rejon Mirowa zachodniego był broniony przez zgrupowanie NSZ „Chrobry II”. Przy czym, sama ulica Ceglana z okoliczną Ciepłą i częścią ulicy Twardej dopiero formalnie od 3go sierpnia jest w rękach powstańców po oczyszczeniu rejonu przez pododdział porucznika „Janka” z kilku pojedynczych punktów oporu (folksdeutsche) i zlikwidowaniu gołębiarzy na Ceglanej. W tych dniach, pierwsza linia powstańczego oporu przebiega wzdłuż Towarowej i Grzybowskiej. Odcinek jest broniony przez oddział porucznika „Gurta”. Mimo usilnych niemieckich ataków i przy wsparciu broni pancernej, powstańcom udaje się utrzymać zajęty obszar posiadania. Z czasem sytuacja w tym rejonie się ustabilizowała. Niemcy, po przebiciu korytarza przez Wolską, Chłodną i plac Żelaznej Bramy do Ogrodu Saskiego i Pałacu Bruhla zasadniczo zrezygnowali z działań zaczepnych. W nocy z 30go na 31go sierpnia 1944 z okolic Ciepłej i Twardej wychodzi silne natarcie północnego skrzydła śródmiejskich oddziałów powstańczych mających za zadanie opanowanie Hal Mirowskich oraz placu Bankowego w celu przyjścia z pomocą przebijającym się do Śródmieścia oddziałom ze Starówki. Mimo zdobycia obu Hal Mirowskich i uchwycenia przyczółków na Zimnej i Mirowskiej, operacja kończy się niepowodzeniem.

Po 2WŚ ten rejon Mirowa nie miał specjalnego szczęścia. Nie znalazł się w żadnych priorytetach rządowych odbudowy miasta. Dosyć długo BOS jak również władze stolicy i nie miały koncepcji jak zagospodarować to „morze ruin”. Nie licząc wybudowania na początku lat 50-ych ubiegłego wieku Mennicy Państwowej przy Pereca nr.1, obszar ten na długie, długie lata został pozostawiony samemu sobie. Przez Warszawiaków był nieformalnie zwany „Dzikim Zachodem”. Bo też i często sceny tam się rozgrywały jak, nie przymierzając, z Dzikiego Zachodu, o ile wierzyć we wszystko co opisywał przez lata Express Wieczorny. Wydaje się, sądząc po ilości ciągle spotykanych tamże zrujnowanych kamienic, opuszczonych walących się domów, zabitych dechami czy dyktą resztek warsztatów czy punktów drobnego rzemiosła, ani władze miasta ani też władze dzielnicy (Wola?) ciągle nie mają skonkretyzowanych planów restauracji i zabudowy tego regionu. A czas już ku temu najwyższy, aby wreszcie coś zdecydować.