KOŚCIÓŁ Ś-go KAROLA BOROMEUSZA. NA ULICY CHŁODNEJ (*).
Wszystkie kościoły Warszawy zbiegły się jakoś razem w rząd  po kilku głównych ulicach wzdłuż miasta, nie zaś w szerz, i dla tego są u nas okolice zupełnie pozbawione kościołów. Dawniej każde prawie przedmieście miało swój własny przybytek Boży;dzisiaj, kiedy wszędzie rozeszło się miasto i jurydyki oddzielne w siebie wcieliło, stare kościoły zwykle z drzewa dla chwilowej wygody budowane podupadły, więc rozebrano je, albo na inny obrócono użytek, a stąd dzisiaj całe okolice Warszawy są bez kościołów. Przed kilkunastu lały, czuła ten brak ta strona miasta, która poza koszarami mirowskiemi i ulicą Elektoralną ciągnie się aż pod Wolę. Zrujnowany był od dawna parafialny kościółek wolski, a nabożeństwo odbywało się tymczasowe za rogatkami w prywatnym najętym domu. Pierwszą tedy myślą było pobożnych, którzy chcieli zaspokoić potrzeby duchowne bliźnich swoich, żeby w murach już miasta, chociaż na skraju jego, zbudować inny kościół dla parafii wolskiej.

Rzuconą szczęśliwie myśl zbudowania tego kościoła, podniosła bogobojna pani, księżniczka Klementyna Sanguszkówna, z pierwszego męża Władysławowa Ostrowska, z drugiego Józefowa Małachowska, właścicielka dóbr lubartowskich w królestwie. Idąc zaraz za pierwszym popędem serca, przeznaczyła 200,000 zł. na ten cel, sądząc, źe taki kapitał wystarczy, ile na skromny kościółek dla jednej z zamiejskich parafij. Rząd wybrał szeroki plac pode Lwem na ulicy Chłodnej, który chciał przyozdobić; tak, wjeżdżającego do miasta z tej strony na samym początku witać miała i błogosławić świątynia Boża. Kamień węgielny położyli dnia 18 sierpnia 4841 roku dwaj biskupi; ksiądz Chmielewski administrator warszawski, który błogosławił i mszę św. odprawił na miejscu przy odgłosie muzyki i śpiewów i ksiądz Tadeusz Łubieński sufragan kujawski, krewny założycielki, który przyjął prezydencyją w komitecie budowy. Plany podał Marconi. Układ kościoła miał być w formie krzyża łacińskiego na wzór wielu bazylik katolickich. Budowniczy rozciął świątynią na trzy nawy: środkowa, którą od bocznych oddzielały kolumny, kończyła się pótkolislćm prezbiteryjum. Ramiona krzyża obejmowały kaplicę z prawej, a zakrystyją ze skarbcem z lewej strony kościoła. Pod prezbiteryjum jest kaplica żałobna czyli grobowa.
Przed wejściem głównym przysionek wspaniały z kolumnami, a po nad nim dwie kwadratowe wieże. Styl architektury dawny włoski z XIV wieku. Porządek koryncki. Wszędzie z jednakiem bogactwem rozłożone są kolumny, pitastry, kamienne arkady, i wnęki czyłi framugi. Trzynaście stopni prowadzi do kościoła; posadzka marmurowa pochodzi z Karrary. W prezbyteryjum jeden ołtarz wielki, w końcach naw bocznych dwa mniejsze i jeden w kaplicy. Kościół budowany był najmniej na 1,500 ludzi.
Kiedy podług tego planu komjtet przystąpił do budowy, wkrótce się przekonano, że ofiary pani Małachowskiej będzie mało, bo zaniosło się już nie na wiejski kościółek, ale na kościół godny stolicy królestwa. Założycielka pośpieszyłaby niezawodnie z pomocą, mając na myśli szlachetne przodków swoich przykłady, którzy dla Boga niczego w świecie nie żałowali, ale chciał los zawistny, że nie doczekała świątyni, bo wkrótce po założeniu kamienia węgielnego umarła w Paryżu (dnia 26 grudnia 1841 r.)»

Przerwały się chwilowo roboty około budowy. Rząd zatem wziął w swoje opiekę nowy przybytek Boży. Raz na ten cel 150,000 złp. wpłynęło do komitetu, a kiedy i to wsparcie okazało się niedostatecznym, drugi raz dodał Rząd jeszcze złp. i 4 7,738 gr. 9 (w październiku 4 847 roku). Tak więc gotówką przyszły kościół ś-go Karola otrzymał na swoje fabrykę blisko pół milijona złotych, nie rachując już prywatnych składek i ofiar, bo każdy mimowolnie czuł wtedy jakiś obowiązek, czćmkolwiekbądź przyłożyć się do uposażenia tego domu Bożego, a nad dające mi wisiało błogosławieństwo niebios. Pamiętamy tę chwilę uroczystą w życiu naszego miasta, zbyt to świeże jeszcze wrażenia ; nie było rodziny, w którćjby się nie unoszono modlitwą ku przyszłym czasom, ku owój chwili, która miała nam otworzyć podwoje kościoła; nie było prawie dnia, zwłaszcza pod koniec budowy, w który niby Kuryjer warszawski, jako kronikarz miejski, nie notował tych drobnych i wielkich darów, na które się składali bogaci i ubodzy, wielcy i mali, uczeui i nieuczeni, panowie i rzemieślnicy, jednćm słowem, cały katolicki świat Warszawy. „Tysiące ofiar już nie złożono, ale wysypano na stopnie ołtarza."
Budował się kościół w pośród illuminacyj i nabożeństw. Ledwie przy pogodnym poranku po mszy ś-tej rozpoczęto na nowo fabrykę (d. 7 kwietnia 484$r.), a już w pierwszą rocznicę założenia komitet i rzemieślnicy pracujący przy budowie, słuchali mszy w kaplicy wolskićj, a dnia tego, jak i poprzedniego wieczorem na murach kościoła rozpalono lampy i kagańce, kwiatami zaś ubierały fundamenta stypendystki z instytutu miejscowego starców Panny Maryi, llluminacyja ta powtarzała się regularnie w każdą rocznicę, a wtedy zwykle lud mnogi zapełniał plac pode Lwem. W kwietniu i 843 roku już miedzią pokrywano dach i obrzucano wapnem gzymsy. Nikt się nie spodziewał przed dwoma laty, żeby tak prędko poszła robota i dla wszystkich z podziwieniem to było, że budowa tak piękna i trwała z modrzewia, miedzi, żelaza, ciosu i marmuru, wznosiła się tak okazale; już 3ądzono, że z koncern roku przybytek Pański będzie  mógł być otwarty dla pobożnych. Ale nie tak się stało. Kościół ś-go Karola równie jak i ś-go Aleksandra budował się przez lat ośm.

Gały stanął dopiero w 4 849 roku. Od połowy października prawie aż do samych dni poświęcenia, pobożni mogli go zwiedzać i oglądać w szczegółach, za złożeniem przy wnijściu dobrowolnej ofiary na korzyść sierot zostających pod opieką towarzystwa dobroczynności. Wielu korzystało z tego pozwolenia i lubowało się świątynią, jedną z najpiękniejszych w Warszawie. U wejścia przyozdobiły ją wspaniałe kolosalnćj wielkości cztery posągi wielkich doktorów kościoła: świętych Hieronima, Ambrożego, Grzegorza i Augustyna, a dwa pierwszych apostołów, ś-tych Piotra i Pawła. Są i nasi święci, Stanisław biskup i Bronisława, w niszach zewnętrznych. Dłuto Malińskiego, Kaufmana i Hegla miało tutaj wiele do roboty, tak w wyrobieniu owych 4-ch posągów, jak i w innych płaskorzeźbach, frontonach i ozdobach,   na których widać postaci ś-go Karola Boromeusza, to udzielającego kommuniją, to każącego do ludu, to rozdającego jałmużnę. Napis na fryzie głównego frontonu pomieszczono następujący „Bogu cześć, ś-mu Karolowi Boromeuszowi sława, wiernym zbawienie." Wnętrze kościoła prześliczna Ale co rzecz godna uwagi, wszystkie te wyroby jakie tutaj są, pochodzą z fabryk krajowych i pracowali nad niemi li tylko robotnicy krajowi W ołtarzach tylko pozamieszczano piękne z zagranicy sprowadzone obrazy i malowania alfresco w presbylerium są pędzla (niewszystkie) cudzoziemskich artystów. W ołtarzu wielkim była z początku Noc święta, czyli Narodzenie Chrystusa, kopjja z Corregia, dopóki jój inny nie zastąpił medyjolański obraz. W kaplicy mieści się obraz malarza Rubio wspaniały, wystawiający Najświętszą Pannę z dziecięciem na ręku, unoszącą się w obłokach i otoczoną aniołami; po prawój obrazu, stoi po biskupiemu przybrany s-ty Stanisław, po lewój ś-ty Wawrzyniec W tójże kaplicy jest portret założycielki. Ambona w formie kielicha ulana w Chlewiskach z żelaza, zdaje się tak lekką, że przenieśćby ją można.
 

Nad zakrystyją łaciński napis położony przez budowniczych: „Lau« Divioa nobis temper fuit nnica via Post obi tura sit Lana DMn% no bis unica werces." Kiedy takim sposobem ukończoną została budowa wspaniałego przybytku, zaczęły się obrzędy poświęcenia. Na ten cel wybrano uroczystość patroua. W wigiliją ś-go Karola odbyła się więc po mieście processyja od kościoła reformatów do murów nowo wzniesionej świątyni, na której celebrował biskup rodopolitański ks. Łubieński. Przed nim postępowała kapituła metropolitalna, liczne duchowieństwo, zakony, bractwa ze światłem jarzęcóm i wizerunkami świętych, a za nim massy ludu. Czterech kapłanów na skromnych marach dźwigało relikwije ś-go patrona, które biskup złożył tymczasem w kościele dolnym. Nazajutrz, d. 4 listopada 4849 r. odbyło się samo poświęcenie domu Bożego.

Tutaj przewodniczył uroczystości biskup Łubieński, towarzyszyli mu zaś dwaj inoi pasterze, miejscowy administrator archidyjecezyi dzisiejszy ks. arcybiskup Fijałkowski i biskup kujawski ks.Tomaszewski. Rzadka więc to była dla miasta uroczystość a dla kościoła zaszczyt niemały, gdy aż trzech biskupów jego pod woje wiernym otwierało. Już od ósmój rano cały plac zaległy tłumy pobożnego ludu, które potom słuchały pierwszój mszy ś-tój odprawianój tutaj przez ks. Łubieńskiego. Elsner umyślnie na ten dzień przed kilką jeszcze laty napisał muzykę, którą wykonali artyści i amatorowie. Pierwsze kazanie powiedział ks. Jan Bogdan, wtedy proboszcz z Kozłowa biskupiego i wydrukował je zaraz w Kuryjerze (Nr. 295); zastanawiał się w nióm nad godnością katolickich kościołów i wskazywał, że się w nich dla nas dzieje zbawienie.
Wartość rzeczywista kościoła w owym dniu poświęcenia wynosiła rub. sr. 85,754 kop. 83.

W czasie Łój budowy, dojrzalszy namyśli postanowienie, zmieniły los tego kościoła i do świetniejszych go powołały przeznaczeń. Parafija ś-go Jędrzeja w Warszawie utworzona po kasłacie jezuitów dla Wyrwicza, nie miała dotąd swojego kościoła i mieścić się musiała u reformatów. Lat już 31 ubiegało, jak nabożeństwo parafijalne przerywało skromnym zakonnikom porządek i spokojność klasztorną (od d. 25 czerwca 1818 r.).

Postanowiono więc wstrzymać się jeszcze nieco z chęcią zaspokojenia potrzeb duchownych Woli, a zwrócić uwagę na to, że parafijanie ś-go Jędrzeja od lat ośmdziesięciu prawie nie mieli swojego kościoła, gdy wolscy czekali dopióro lat kilkanaście. Skutkiem tego była okoliczność, że nowy przybytek Pański uznano za piąty kościół parafijalny w mieście i że do ś. Karola przeniesiono zaraz całe nabożeństwo od reformatów. W samym dniu poświęcenia, biskup przed drugióm swojom wejściem do kościoła, według ceremonijału rzymskiego, oddał klucze księdzu Marcinowi Zarzeckiemu, najstarszemu z wikarych i administratorowi parafii ś-go Jędrzeja. Dotąd jeszcze kanoniczne stosunki te księży parahjalnych z kościołem nie są ustalone. Same tytuły przeciwią się: wikaryjusze ś-go Jędrzeja służą w kościele parafijalnym ś-go Karola. Z czasem urządzą się te rzeczy i zniknie w kronice Warszawy parafija ś-go Jędrzeja, żeby ustąpić miejsca nie innćj owczarni, ale innemu nazwisku jednćj i tćjże samój rzeczy, to jest parafii ś-go Karola.
 

O czterech proboszczach ś-go Jędrzeja mówiliśmy w opisie kościoła panien kanoniczek. % Piątym miał zostać ksiądz Michał Wierzbowski kanonik metropolitalny warszawski, którego arcybiskup Choromański na tę godność mianował. Ale urządzono to inaczej i probostwo nasze wcielone do funduszu suffraganii warszawskiej, na co uzyskano bullę Grzegorza XVI, z dnia 14 grudnia 1839 r. Tak więc pierwszym proboszczem  suffraganem tutejszym został ks. Tomasz Chmielewski, biskup  gracyjanopolitański, zmarły w lipcu 4 844 r. Że zaś od tego czasu nie było  suffragana warszawskiego, parafiją rządzą tylko administratorowie.

By! takim rządcą parafii uczony ks. Jakób Szarkiewicz, takie kanonik metropolitalny i professor byłego uniwersytetu, a potom akademii duchownej, który tylko co w 1822 r. nie został proboszczem kościoła Panny Maryi za sprawą ks. Fałkowskiego. Ale i ten nie doczekał się poświęcenia kościoła, gdy umarł d. 30 września 1846 r. Odtąd parafiją rządzi ks. Zarzecki. Uposażenie jój jedno z najlepszych w stolicy. Księża mieszkają obok kościoła w domu najętym; powinno ich być trzech krom proboszcza.
W 1854 r. na lekkie naprawy około kościoła rząd wydał do 6,000 złp.


*)Fragment dotyczący kościoła na Chłodnej z książki
"KOŚCIOŁY WARSZAWSKIE RZYMSKO - KATOLICKIE"
1855
OPISANE POD WZGLĘDEM HISTORYCZNYM PRZEZ JUL JAN A BARTOSZEWICZA.  WARSZAWA,DRUKARNIA S. ORGELBRANDA przy ulicy Miodowej Nr. 495.

Zaczerpnięty z biblioteki "HARVARD COLLEGE LIBRARY"