Krochmalna - redPor GW 2001-02-26


Krochmalna zniknęła z krajobrazu Warszawy. Wprawdzie istnieje nadal, ale została skrócona, pokrojona na trzy odcinki, nie powiązane ze sobą i trudne do odnalezienia.
Nie przetrwało też prawie nic z dawnej zabudowy. Zaledwie kilka rozpadających się kamienic. Trudno jednak powiedzieć, czy jest czego żałować. Krochmalna nigdy nie była ozdobą Warszawy.

Przeciwnie, uważano ją za jedno z najbardziej zaniedbanych, najgorzej zabudowanych i najbrzydszych miejsc w mieście. Paradoksalnie, dziś jest to jedna z najbardziej znanych na świecie ulic dawnej Warszawy. Unieśmiertelnił ją bowiem w wielu powieściach noblista Isaac Bashevis Singer.

Lawendowo i krochmalnie

Krochmalna, podobnie jak inne ulice wybiegające z Warszawy na zachód, była ongiś polną drogą. W drugiej połowie XVII wieku przekształcono ją w ulicę przecinającą jurydyki na Grzybowie i Wielopolu. Gdy w XVIII wieku wzdłuż niej stanęły drewniane domy, nazwano ją - jak pisał Eugeniusz Szwankowski - Lawendową, zapewne od licznych ogrodów.

Jeżeli ponad Krochmalną unosił się zapach lawendy, to co najwyżej do połowy XIX wieku. Tamta Krochmalna była zresztą ulicą nie tylko ogrodów, ale i szpalerów drzew, którymi obsadzono ją za wałem miejskim. Jednak już u schyłku XVIII wieku zaczęła nabierać charakteru przemysłowego. Zresztą urzędowa nazwa, nadana jej w 1770 r., wzięła się od działającej tu w XVIII stuleciu wytwórni krochmalu. W tym czasie mieściły się tu cztery browary i stało około 40 domów, samą zaś jezdnię wybrukowano na długości kilometra.

Zapach słodu i czekolady

W dobie Królestwa Kongresowego w latach 1821-30 zaczęły powstawać tu duże zakłady przemysłowe, m.in. wielki browar, fabryka krochmalu i farbki do bielizny Wesołowskiego, istniejąca jeszcze w 1847 r.

Zupełnie odmienną instytucją była wzniesiona tu w 1822 r. Sala Wrocławska, czyli ogromna tancbuda. Prowadził ją niejaki Fiedler i była miejscem zabawy "niższej duchem i uboższej kieszenią klasy rzemieślniczej naszego grodu". Tancbuda Fiedlera, nazywana później Srebrną Salą, działała jeszcze w drugiej połowie XIX wieku.

Z końca stulecia XIX i początku XX pochodziła większość murowanej zabudowy ulicy. Były oczywiście domy starsze, niektóre zapewne jeszcze z XVIII wieku, jak parterowe domy w pobliżu placu Żelaznej Bramy, i nowsze. W przewodniku adresowym z 1863 r. wymieniane są przy Krochmalnej m.in.: miejskie jatki rzeźnicze, młyn konny Goldenhara i wielkie browary Haberbuscha i Schielego. O browarze pisaliśmy już w tym cyklu. Warto tylko przypomnieć, że budynki browaru ciągnęły się od Krochmalnej po Grzybowską, a nad całą okolicą unosił się słodkawy zapach. Innym dużym zakładem przemysłu spożywczego - dziś już zapomnianym - była parowa fabryka czekolady, karmelków, cukrów angielskich i biszkoptów Rudolfa Zilma. Mieściła się przy Krochmalnej 71. Od frontu stała jednopiętrowa kamienica o przeciętnej klasycyzującej fasadzie przypominającej dziesiątki innych warszawskich domów z tego czasu. Z tyłu były zabudowania fabryczne, gdzie "przy pomocy gazowego motoru" rozwijało ją 80 pracowników.

I tu pachniało. Tym razem karmelkami i czekoladą. W 1873 r., po przedwczesnej śmierci Zilma, fabryka przeszła na własność jego żony. U schyłku XIX wieku prowadzona zaś była przez Oskara Zilma i Romualda Flatta.

"Zasłużone uznanie, jakiem cieszą się wyroby tej firmy, znalazło wkrótce zazdrosnych, którzy nie tylko starają się jej zaszkodzić, lecz wprowadzając w błąd ogół, dając swym lichym wyrobom naśladowane opakowanie, nadto wynalazły podobne nazwiska przekręcone, co zmusiło właścicieli firmy do wyjednania od Departamentu Przemysłu i Handlu marki fabrycznej (Lew), w którą dla wyróżnienia własnych wyrobów wszystkie etykiety są zaopatrzone" - czytamy w opublikowanym w 1896 r. rysie rozwoju przemysłu i handlu warszawskiego.

Wonie z głębi podwórka

Tak jak przemysł nadawał charakter końcowemu odcinkowi Krochmalnej, tak jej początkowy fragment był zapleczem wielkich targowisk oraz hal handlowych w rejonie placu Mirowskiego i Żelaznej Bramy. Wylot ulicy zamykały żelazne arkady Gościnnego Dworu, pełnego najrozmaitszych sklepów. Ale maleńkie sklepiki ze śledziami, pietruszką, jatki rzeźnicze lokowały się też w kamienicach i domach na początku Krochmalnej. Już w 1869 r. tuż obok siebie w trzech kamienicach mieściły się sklepy z zieleniną Abrahama Najnama, Icka Najnama, Gabriel Szurszlisera, Józefy Wesołowskiej. Tu zawsze był ruch, hałas. Dominowały zapachy jarzyn, ryb i mięsa. W okolicznych domach mieszkali handlarze, subiekci, ludzie niewiadomego utrzymania, wreszcie złodzieje operujący w rejonie Hal Mirowskich. Prawie cała ta ludność była żydowska.

Krochmalna byłą bowiem ulicą żydowskiego proletariatu, zarazem ulicą, gdzie zwykła bieda spotykała się z niewyobrażalną dziś nędzą. "Przy Krochmalnej 6 leży na dworze 3 dzieci żydowskich, są to: dwuletnia dziewczynka, trzyletni chłopiec kaleki i drugi pięcioletni. Ojciec ich >hondełes< mieszkał w suterenach, nazywa się Abraham Icek R. Przed dwoma miesiącami uciekła mu młoda żona, a przed dwoma dniami znikł także ojciec. Wczoraj była tam policja, która oświadczyła, że jeśli dzieci nie znajdą opiekuna, odda jedno dziecko do domu podrzutków" - donosił z przerażeniem "Kurier Warszawski" w 1909 r.

Przy Krochmalnej 10 mieszkał Singer. W powieści "Dwór" opisuje kamienicę pod numerem 19. "Dom zamieszkiwała biedota. Pomyje chlustano wprost z okien na podwórze. Na dziedzińcu nie było żadnych ścieków, tworzyły się więc głębokie kałuże. Wokół obudowanego deskami śmietnika zalegały wysokie hałdy odpadków i śmierdziało tak mocno, że odór dolatywał aż na trzecie piętro. Podwórze służyło jako miejsce pracy i handlu. Farbiarz farbował tam materiały, można też było zobaczyć tapicera pracowicie wypychającego krzesła i kanapy. Była tam nawet zagroda z krowami, do której szły przez dziedziniec kobiety z pustymi dzbankami i garnkami".

Singer opisuje też ulicę w czasie I wojny i w latach międzywojennych. Krochmalna wciąż pozostawała taka sama. "Do wyszynku pod 17 wkroczyła policja i wylała z kadzi do rynsztoka wszystką wódkę - w czasie wojny wszyscy powinni być trzeźwi. Sklepikarze nie chcieli już niczego sprzedawać za papierowe pieniądza. Na targu Janasza rzeźnicy stali z nożami w dłoniach, próżno wyglądając, czy nie pojawi się kobieta niosąca pod pachą kaczkę, gęś lub kurczaka. Śledzi już nie było wcale. Brakowało nafty do lamp".

Wracamy tu dwie dekady później. "Krochmalna stała się terenem różnych akcji komunistów z sąsiedztwa. Często odbywały się tu demonstracje. Na placu między numerami 9 i 13 w znajdujących się opodal melinach, gdzie królowali dotąd alfonsi, prostytutki i złodzieje, odbywały się zebrania założycielskie jakobińskich klubów. Snuto tam wizje rychłego nadejścia dyktatury Józefa Stalina" - pisał Singer.

Krochmalna miała też jednak swoje instytucje kulturalne. Iluzjon Werona założony w 1912 r. pod nr. 46 i wypożyczalnię książek.

Zapach płonących domów

Gdy w czasie okupacji Krochmalna znalazła się w granicach małego getta, stała się szybko jedną z najbardziej przeludnionych ulic dzielnicy zamkniętej. Tu panowały najbardziej przerażające warunki w całym getcie. Tu ludzie najszybciej umierali. Potem Niemcy wysiedlili stąd Żydów, a część domów przydzielili ludności polskiej. W 1944 r. Krochmalna uległa niemal zupełnemu spaleniu.

Po wojnie podzielono ją. Początkowa część ulicy zamieniła się w zieleniec koło Hal Mirowskich. Dalsza, między dzisiejszą al. Jana Pawła II a Żelazną, wciśnięta jest między bloki Żelaznej Bramy. Kolejny odcinek przepadł pochłonięty przez Browary Warszawskie, by odnaleźć się w formie szczątkowej między Wronią a Towarową. Następny zaś pojawia się dopiero koło Karolkowej.