Plac Kercelego - zdjęcia ze zbiorów Muzeum Historii Woli
"Kercelak był to, proszę młodzieży socjalistycznej, największy przedwojenny dom towarowy, czyli cedet na świeżym powietrzu, a detalicznie ciągnął się od rogu Wolskiej do rogu Leszna, czyli, jak to się teraz mówi, trasy "We-zet" - pisał w 1957 r. Stanisław "Wiech" Wiechecki w "Expressie Wieczornym".

Kercelak był tym dla przedwojennej Warszawy, czym legendarna Tandeta dla Krakowa. Porównywano go do miasteczka żyjącego własnym życiem o niepowtarzalnej atmosferze. Przed wojną był największym bazarem stolicy, synonimem sposobu życia, drobnego handlu, jak również niejasnych interesów.

Nieistniejący dziś bazar. Założony został w 1867 roku na placu należącym do Józefa Kercelego, przy zbiegu późniejszych ulic Leszna i Okopowej. Targowisko, początkowo nazwane Wolskim, z czasem zyskało pochodzącą od nazwiska ofiarodawcy nazwę Kercelak. Na posesji Kercelego znajdowało się najpierw targowisko pasz, które w 1870 r. po przeniesieniu tu straganów ze zlikwidowanego bazaru na pl. Grzybowskim stało się regularnym targowiskiem miejskim.

Kercelak zajmował obszerny, półtorahektarowy plac wzdłuż ulicy Okopowej od jej skrzyżowania z Wolską i Chłodną po Leszno. Miał nieregularny kształt odwróconej litery P. Jak pisze Zbigniew Pakalski w książce "Warszawa moich wspomnień 1935-1939": był to jedyny z bazarów, który nie znajdował się we wnętrzu posesji oddzielonej ogrodzeniem od ulicy. Mieszkańcy Warszawy dojeżdżali na bazar tramwajami: "paniusie w chustkach, niektóre z koszykami, panowie w cyklistówkach i z papierosem zgniecionym w kąciku ust. Konduktor głośno przestrzegał, że w wagonie nie wolno palić".

Częstymi klientami byli mieszkańcy okolicznych wsi sprzedający płody rolne, i przy okazji zwabieni nadzieją kupienia tanich butów czy "kapoty". Wśród bywalców bazaru można było znaleźć biedną ludność kupującą lub sprzedającą tandetę za marne grosze, o które społeczność ta obawiała się w związku z grasującymi złodziejami. Sprzedawali najczęściej ci, którym brakło na życie, a kupowali tacy, których nie stać było na lepsze produkty. Można także było spotkać arystokrację kupiecką handlującą biżuterią czy robiącą ciemne interesy. Wśród bywalców na Kercelaku dominowała ludność z rejonu Woli, Ochoty, Powiśla, Starego Miasta czy Muranowa. / Na placu Kercelego, Stolica nr 8, rok XVIII, 24 luty 1963 r./

Można było na bazarze posłuchać płyt z gramofonu, można też było się zabawić grając w różne gry typu ruletka czy bączek. Istniały tu lotne szulernie, wyłudzające pieniądze od naiwnych. Znane były m.in. "trzy miasta", "trzy karty", "kostki", "para - nie para" Największe powodzenie miała ruletka - uliczne Monte Carlo. Zręczny szuler tak reklamował swoje przenośne "kasyno": "jeszcze nie było takiego zdarzenia, aby ktoś wygrał od patrzenia... Daj pan na rączkie i zabaw się bączkiem". Każdy mógł kupić lub sprzedać towar: nieważne, swój lub kradziony, ważne byle "interes szedł".

"Kto czem handluje i główkę ma, ten na Kercelak co ranek gna, Ja mam w swej sakwie już parę złotych, Kręcę więc bączkiem tylko w soboty" . /S. Wielanek: Warszawa w piosence, Kercelak, Życie Warszawy/

Cały plac wybrukowany był kamieniem polnym poprzecinanym cementowymi chodnikami, przy których stała niezliczona ilość drewnianych budek i straganów. Między Chłodną a Ogrodową sprzedawano wyroby żelazne i metalowe. W okolicy ul. Leszno - artykuły spożywcze i odzieżowe; na straganach wznosiły się kopce jarzyn, był też bób gotowany, pestki z dyni i słonecznika, był drób zwykły i "koszer", był nabiał z obowiązkową śmietaną stojącą w ogromnych wiadrach. Śmietany nigdy nie ubywało, gdyż ustawicznie była podsypywana mąką lub twarogiem i dopełniana mlekiem, vis-a-vis fabryki Majdego znajdował się tak zwany ręczniak, gdzie towar sprzedawano z walizek. Od strony Okopowej handlowano zwierzętami: gołębiami, papugami, psami, kotami. Panowało przekonanie, że na Kercelaku można dostać wszystko - nawet tygrysa bengalskiego.

We wrześniu 1939 r. w czasie oblężenia Warszawy spłonęły niemal wszystkie stragany i budki. Ale już do połowy października 1939 r. uruchomiono znów 113 stoisk. Handlowano tu podczas okupacji towarami rekwirowanymi przez Niemców: naftą do lamp, olejem spożywczym, chlebem, lekarstwami, "rąbanką", wódką, a nawet bronią czy fałszywymi dokumentami. Kercelak stał się w czasie okupacji miejscem przedziwnych wymian handlowych. Obok ludzi zbywających za grosze resztki dobytku z lepszych czasów, aby tylko przeżyć do końca wojny, kręcili się tu "waluciarze", "szmuglerzy" oraz najrozmaitsi kombinatorzy i łobuzy sprzedający i kupujący rzeczy, wydostawane z pobliskiego getta, za chleb i lekarstwa. / B. Wieczorkiewicz, Folklor i gwara Woli, Dzieje Woli, PWN, Warszawa 1974 r./

Podczas sowieckiego nalotu w nocy z 1 na 2 września 1942 r. spłonęło 1000 straganów. Niemcy zlikwidowali bazar na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Handlarze przenieśli się wówczas w rejon placu Żelaznej Bramy i wskrzeszonego po zniszczeniu getta w 1943 r. bazaru Janasza na Rynkowej. Kercelak nigdy już nie odzyskał swojej świetności. Ostateczny kres placu handlowego nastąpił, gdy w 1947 r. zaczęto budowę Trasy W-Z, przebiegającej przez jego środek. Nie przetrwał też żaden z okolicznych domów - dziś w tym miejscu znajduje się skrzyżowanie al. "Solidarności" z Okopową.

Tak opisywał Kercelak generał Felicjan Sławoj Składkowski - minister spraw wewnętrznych: "Marche aux Puces paryskie i Porto-bello londyńskie to marny szczeniak i dęta imitacja razem wzięte przy pierwszym, jedynym Kercelaku! W ścisku, zgiełku i zamieszaniu Kercelaka można sprzedać i kupić wszystko, i własne, i kradzione. Tu obok kupców i kupujących chodzą tłumy gapiów, andrusów i ukrywających się przed policją rzezimieszków i nożowców. Na placu, w tłumie, nie są oni ścigani, bo groziłoby to krwawymi rozruchami w tak wielkim zbiorowisku ludzkim, podszytym obficie elementem przestępczym..."

Sobota napełnia i nawet przepełnia czworokątny plac targowy ludźmi i rzeczami. Po same brzegi - i poza brzegi - aż się to wszystko przelewa wpływając daleko w głąb Chłodnej i Leszna, Ogrodowej i Wolskiej kramami, koszami, wykrzykiwaniem, zachwalaniem, całym gwałtem i rwetesem sprzedaży i kupna. Z daleka słychać, jak Kercelak huczy. Fragment wspomnień Heleny Boguszewskiej zamieszczony w książce "Warszawa naszej młodości" (Iskry 1954)

Budki, budy, stragany, setki sprzedających i tysiące kupujących. Zgiełk, śpiew ptaków, szczekanie psów, wykrzykiwanie przekupek i handlarzy: "Parówki gorące, knedle, placki".Cytat z książki Felicjana Majorkiewicza (Instytut Wydawniczy PAX, 1972)

W starych piosenkach zapisana jest historia miasta:

Rum-Helka


MUZYKA

Na Wolskiej "Pod Kogutem" - Tam była zabawa:
Tańczyła Helka klawa,
Wybrany świata cud!
Gibane kawalery, łobuzy, sztajery,
To wszystko z wolskich stron,
Śpiewają Helce w taki ton:

"Rum-Helka, Rum-Helka
Tyś gruba jak ta belka,
Tyś mocna jak ta szklanka,
Masz suknię po kolanka,
Tyś jest dziewczyna fest -
Trzymasz sztajerski gest!"

Tasiemce powiedzieli,
Że Helka jest klawa,
Że z Helką jest zabawa,
Więc Tata zgodził się.
I Helkę sprowadzili,
W melinę wtaszczyli -
Tasiemka ujrzał ją,
Jej powiedział mowę swą:

"Rum-Helka, Rum-Helka,
Tyś gruba jak ta belka,
Tyś mocna jak ta szklanka,
Masz suknię po kolanka,
Tyś jest dziewczyna fest -
Trzymasz frajerski gest!"

"Tata-Tasiemka", czyli Łukasz Siemiątkowski. Postać barwna i kontrowersyjna, mieszkaniec Woli. Pracował w fabryce pasmanterii jako wstążacz, stąd pseudonim "Tasiemka". Po wojnie - radny Warszawy. Wykorzystując swoje powiązania polityczne, zorganizował gang, który opanował Kercelak. Gang "Tasiemki" okupował wolską kawiarnię Aleksandrówkę, gdzie odbywały się sądy i dintojry nad handlarzami, którzy nie chcieli płacić haraczu, czekały na nich szpadryna i kopyto czyli nóż i pistolet. W 1928 roku "Tasiemka" stanął przed sądem, skazano go na trzy lata, ale po kilku dniach zwolniono - a wykonanie wyroku zawieszono. Po wybuchu wojny "Tasiemka zajął się działalnością konspiracyjną, aresztowany- trafił na Pawiak, potem na Majdanek, gdzie umarł na tyfus.

Śpiewana draka z Kercelaka


MUZYKA

Wsiadaj w dryndę warszawiaku
Wszystko znajdziesz na Kercelaku.
Chodze ja z bączkiem po Kercelaku
Wołam przechodnia,
graj po dwujaku
I kto ma chęci, niech se zakręci
Bo u mnie tata jak u wariata...



Dziewczęta z Woli


MUZYKA

ref. Bo najpiękniejsze
są dziewczęta z Woli
Z urody słyną swej po miasta kres
Potrafią bawić się, choć serce boli
Dziewczęta z Woli nie ronią łez...

(słowa T. Stach, muzyka S. Strakacz)


PANNA ANDZIA


MUZYKA

1. Proszę państwa raz na tydzień święto bywa
Panna Andzia jest szczęśliwa.
Już od rana się pudruje, już się krząta,
Już nie sprząta dziś.
Ma na kapeluszu piórko, całe o tym wie podwórko,
Przez lufciki wyglądają, śpiewają z nią wraz.

Ref. Dziś Panna Andzia ma wychodne, dzisiaj sama wielka dama,
Dziś ma jak pani piórko modne , bo dziś na Chłodnej wielki bal.
I przyszedł Józio i przyniósł pączki, padam do nóżek, całuję rączki,
Wiadomo damy bywają głodne, chcesz zdobyć serce, z pączkiem wal.
Więc dziś rozrywki różne godne, no i czysta, a jak, oczywista,
Dziś Panna Andzia ma wychodne, bo dziś na Chłodnej wielki bal.

2. Proszę państwa Józek to nie żaden pętak,
a ten frajer przy nim mięczak,
Często w żółtych butach bywa i w smokingu, na dancingu z nią.
Andzi pani aż zemdlała, gdy w Arkadii ją spotkała,
Zezowała na nią wściekle, a rzekła pardon .



(słowa W. Szengel, muzyka B. Mucman)


Był też Kercelak natchnieniem poetów i pisarzy, żywym nurtem amatorskiej twórczości z potrzeby chwili, a także miejscem kształtowania się szczególnej obyczajowości i klimatu przedmieścia Warszawy. Tu Stefan Wiechecki "Wiech" podsłuchiwał lokalną gwarę i adaptował ją do swej felietonowej twórczości. Wiech pochodził z Woli, jego ulubionym miejscem był właśnie Kercelak. To tutaj narodziły się takie postaci jak: pan Piecyk, Walery Wątróbka z żoną Gienią, szewcy i stolarze. Mówili "musiem", "zamiaruje", ale nie cechy dialektalne były najważniejsze, lecz dowcip słowny. Posterunkowy nazywany był "postronkowym", przepity głos to "sznaps-baryton", a fatamorgana przemieniała się w fatamruganę, nie dlatego że bohaterom Wiecha brakowało wykształcenia, ale w tym wyrażała się ich "rogatość". Wszyscy byli w Warszawie niezwykle zadomowieni. Mieli też sprecyzowane poglądy na historię Polski i opowiadali własne wersje, a to historii króla Popiela, a to odsieczy wiedeńskiej.

W 1938 r., Wiech tak pisał w "Kurierze Czerwonym": "Dziś na eleganckich ulicach Nowej Woli noża używać po prostu nie wypada. Panuje za to "język". Język barwny, ostry, złożony ze słów niezwykłych i tak wonnych, że należałoby je niezwłocznie układać na lodzie, aby nie zatruwały powietrza".

Na uwagę zasługuje sposób zachwalania towarów przez kupców z Kercelaka: bielizna, krawaty - pełna długość ręcznej roboty, wybrać przebrać panowie! Rano trzy złote, teraz tylko złoty! Albo: lody cukiernicze, śmietankowe! Wyborowe! Palce lizać i próbować, kosztować - państwo! Na miejscu po dziesiątce! Taniocha!

Śmietanki, śmietanki, dla panienki Hanki, bo kto zakochany, żądny jest śmietanki! Handlujący kołnierzykami do męskich koszul krzyczał: ludzka praca się marnuje na tym wózku! Ludzie! Ludzie! Co się dzieje? Oryginalne, czysto webowe, tylko po 10 groszy! Brać i dziękować! Wielka oszczędność w rodzinie! Warto widzieć co dziś można kupić za jedne 10 groszy! Kwas chlebowy i wodę sodową tak zachwalano: kielich wina, jak malina, pije Stasiek i Maryna! Bo teściowa jak piła, drugie sto lat żyła! Kto na żołądek choruje, niech naszą bombę spróbuje! Szklanka tylko jedne trzy grosze!

A płyn przeciw karaluchom o nazwie "pinezyn" tak:

Proszę wysłuchać! Kupno nie obowiązuje! Chodzi tylko o lekrame. Pinezyn - jedyny w całej Jewropie środek na karaluchi, prusaki, mole i muchi. Kto ma karaluchi niech ino wieczór, a nigdy w dzień rozpyli pinezyn koło danej dziurki, a karaluch gdy wyjdzie zaraz ginie omentalnie od danego zapachu. Bo karaluchi proszę państwa, to najmądrzejsze zwierzęta na świecie. Niech państwo się dziwują - wyciągam karalucha ze słoja, kładę do szklanki, biere rozpylacz, wsadzam do płynu i dmucham...a karaluch, jak państwo widzicie, ma letką śmierć! Na pluskwy znowuż inaczej. Dmuchać na nich niemożebno, ba są letkie jak motylki i wiatr ich wniesie do mięszkania. Trzeba tylko nadmuchać, gdzie siedzą, a giną omentalnie! A muchi, to zaraza, proszę państwa, roznoszą wszystkie zarazy. Gdzie ino siędą tam choroba jest, albo być może. Wystarczy tylko rozpylić pinezyn w powietrzu a wszystkie giną! Kupno nie obowiązuje! Chodzi tylko o lekrame! A ktoby się z państwa zainteresował, to duża flaszka kosztuje 1 złoty, mniejsza tylko 50 groszy, do tego rozpylacz 20 groszy.

Przykłady gwary wolskiej:
bajerować = namawiać, przekonywać,
nie mieć chodu = nie mieć wyjścia z sytuacji,
dulec= papieros,
hint = mundurowy policjant,
kapuś = szpieg, donosiciel,
mamer = więzienie,
mortus = bieda, brak pieniędzy,
nawalić w parafię = zrobić zawód,
obciąć interes = zaprzepaścić sprawę,
szemrany = doświadczony,
szmalec = gotówka,
wyszeptać się = wydać wszystkie pieniądze,
zgasić = zabić kogoś.


Wybór i opracowanie:  na podstawie:

Powrót Kercelaka - WOLA. Historia placu Kercelego - JERZY S. MAJEWSKI - METRO "Gwara Warszawska dawniej i dziś" - Bronisław Wieczorkiewicz "Warszawskie Ballady Podwórzowe" - Bronisław Wieczorkiewicz Potęga reklamy - B. Wieczorkiewicz - "Barbakan Warszawski" 1972 Kto pamięta Tatę-Tasiemkę, kto pamięta Rum-Helkę - Alex Kłoś - Gazeta Stołeczna Warszawa w piosence, Kercelak - S. Wielanek - Życie Warszawy Kosztować i kupować - Małgorzata Leczycka - Gazeta Domowa
Oraz teksty: Z niedawnej przeszłości warszawskiej Woli - Karol Mórawski; Bazar Kercelego - Maria Mórawska
Informacje ze strony: http://www.warszawa.pl/kultura/