Cmentarz na Bródnie  -  wspomnienia Wojtka Rozenfelda
Od zawsze w dzień wszystkich Świętych, chodziłem tam z Ojcem na grób Dziadka. W tamtych latach była to wielka i niebezpieczna wyprawa. A trzeba wiedzieć, że ze względów bezpieczeństwa możliwa tylko tego jedynego dnia w roku.
Dzisiaj w dniu Wszystkich Świętych, uruchamiane są specjalne linie cmentarne komunikacji miejskiej, a wówczas kilka dni przed dniem Wszystkich Świętych prasa donosiła z entuzjazmem, że dzięki ofiarności załogi MZK i odważnym decyzjom Biura Politycznego, tramwaje na liniach dojazdowych do cmentarzy, będą kursować jak w dzień powszedni.

To nawet trudno obecnie opowiedzieć, jak wyglądał wówczas zatłoczony tramwaj.

Żeby przynajmniej w jedną stronę dojechać tramwajem, wychodziliśmy z domu najpóźniej około szóstej rano.

W sprzyjających okolicznościach, już około siódmej byliśmy pod bramą cmentarza. Tu dopiero zaczynała się prawdziwie męska przygoda. Pierwsze pięćset metrów wzdłuż muru – kaszka z mleczkiem, ta część cmentarza była jako tako zadbana. Ale dalej ludzi było coraz mniej, aż w końcu samotnie wchodziliśmy w gąszcz chaszczy tak gęsty, że trzeba było torować sobie drogę tnąc zarośla jak w dżungli, tylko że, nie było maczet, musiały wystarczyć ręce, ewentualnie scyzoryk. Zarośla były wyższe od dorosłego człowieka, więc jedynym punktem orientacyjnym był w perspektywie mur cmentarny. Nie była to sytuacja przyjemna. Odczuwałem strach i to nie przed spotkaniem z duchami, a przed spotkaniem całkiem realnego bandyty. Że te obawy nie były bezpodstawne świadczyć mogą częste w tamtym czasie notatki w kronice kryminalnej o morderstwach, napadach i rabunkach na cmentarzu.

Po odnalezieniu grobu dziadka i godzinnym karczowaniu krzaków ruszaliśmy w drogę powrotną. Przeważnie nie było żadnych szans dopchania się do tramwaju /miałem ok. 10 lat/ i szliśmy piechotą do dworca Wileńskiego. Dopiero tam można było wsiąść do jakiegoś tramwaju.
Wyprawy na cmentarz Bródnowski miały również swoją radosną stronę. Kupowaliśmy zawsze „pańską skórkę”. Ten jarmarczny rarytas był do kupienia tylko pod cmentarzem i tylko w dzień Wszystkich Świętych. Do dzisiaj kupujemy pod cmentarzem „pańską skórkę”, a dla Magdy i Maćka jest ona symbolem Święta Zmarłych.
Bez „pańskiej skórki” wyprawa na cmentarze w Dzień Wszystkich Świętych jest nieważna.
Te coroczne wyprawy wykształciły we mnie dwojakie uczucia do miejsca zwanego „Cmentarz Bródnowski”.
Z jednej strony nostalgiczne wspomnienia nielicznych serdecznych kontaktów z Ojcem, kiedy wspólnie spełnialiśmy dobry uczynek wobec naszych przodków, a z drugiej strony niechęć i odrazę wobec zapuszczenia terenu i odległości od ludzkich siedzib .
Cmentarz Bródnowski robił i robi obecnie na mnie wrażenie śmietnika ludzkości.