Grzybowska 37 - Jerzy S. Majewski 2002-12-06
Przed 1939 r. największą warszawską palarnią kawy była firma Pluton. Błękitny neon płonął nad wystawami ponad 20 sklepów firmowych, a fabryka mieściła się przy Grzybowskiej 37
Historia posesji przy Grzybowskiej zaczęła się już w końcu XVIII wieku. W 1782 r. sprzedali ją za 50 dukatów Agnieszka i Kazimierz Czernieccy. Nas jednak interesują późniejsze dzieje, gdy stanęła tu palarnia kawy.
Kawa Molinari
Zbudował ją około 1910 r. Wiktor Matyjewicz, właściciel firmy Kawa Molinari. Matyjewicz kupił firmę w latach 1907-1909 od Nawrockiego. Przedsiębiorstwo rozwijało się z dużym impetem i przed 1914 r. miało już siedem sklepów w Warszawie, sklep w Częstochowie i Łodzi.
Nowy trzypiętrowy budynek palarni powstał w głębi posesji na rzucie przypominającym nieco literę L.
Gmach miał solidną konstrukcję o żelbetowych stropach. Miał ceglane elewacje o ogromnych oknach i ograniczonym do minimum detalu architektonicznym. Wyróżniono główną klatkę schodową umieszczoną z boku. Być może jakieś detale architektoniczne pojawiły się w drzwiach wejściowych, balustradach schodów - ale to wszystko. Był to przecież budynek o charakterze utylitarnym. Nie oczekiwano od niego, że będzie piękny. Wewnątrz zainstalowano windę towarową.
Na trzecim piętrze budynku znalazły się piece do palenia kawy. Od frontu stały tymczasem dość mizerne zabudowania. Parterowy budynek frontowy z bramą wjazdową oraz jednopiętrowa oficyna. Były tu też wozownia i stajnia.
Pluton połyka kawę
Firma znakomicie prosperowała do pierwszej wojny światowej. W roku 1917 umarł Matyjaszkiewicz. Jak pisze Kordian Tarasiewicz, po śmierci właściciela przedsiębiorstwo zaczęło podupadać. Wreszcie w 1924 r. ówczesny prezes firmy zaproponował konkurentom, czyli Pierwszej Warszawskiej Palarni Kawy, Cykorii i surogatów Kawy "Pluton", zakup kontrolnego pakietu akcji. Propozycję przyjęto.
Po zakupie akcji Pluton przejął firmę Matyjaszkiewicza, a wraz z nią pracowników oraz nieruchomości - wśród nich posesje z budynkiem przy Grzybowskiej 37. Zabudowania znajdowały się w dość kiepskim stanie. "Budynek fabryczny nie był wykorzystywany w całości przez wiele lat. Magazynuje się w nim opakowania, żołędzie i cykorię. Jedyny czynny piec, tak zwany kulisty, służy do palenia fig i cykorii" - pisał Kordian Tarasiewicz.
Teraz na posesji miały nastąpić duże zmiany. Budynek frontowy z oficyną zburzono. W jego miejscu w latach 1936-37 zgodnie z planami Józefa Łowińskiego i Jerzego Ostrowskiego stanął duży trzypiętrowy dom mieszkalny. Jak pisze Kordian Tarasiewicz, jego realizacja związana była z uchwaleniem ustawy o ulgach podatkowych dla wznoszących domy mieszkalne. Budynek wyróżniał się nowoczesną architekturą. Miał szerokie "leżące" okna, podcięte przyziemie zrytmizowane filarami, między którymi umieszono witryny sklepów z opuszczonymi żaluzjami. Uzyskał konstrukcję żelbetową, a projektant przewidział możliwość dobudowy dwóch pięter. Na każdej kondygnacji znalazły się po cztery mieszkania - jedno pokojowe i trzy dwupokojowe z kuchnią i łazienką. Na parterze znalazły się trzy kawalerki i mieszkanie dla dozorcy. Sklepy na parterze szybko wynajęto, mieściła się tu hurtownia tytoniu, sklep radiowy i spożywczy.
Pożar w godzinę policyjną
W czasie okupacji znaczna część ulicy Grzybowskiej znalazła się w granicach getta. Do getta przyłączony został też dom mieszkalny firmy Pluton. Poza dzielnicą żydowską znalazł się tymczasem budynek fabryczny z palarnią kawy. Przylegał on do placu Banku Handlowego oraz wytwórni wódek browaru Haberbuscha i Schielego na Ceglanej. Na teren fabryki można się było dostać wyłącznie od tej strony.
Tymczasem podwórko przy Grzybowskiej 37 przedzielono murem getta.
Z kamienicy wyprowadziło się wielu dotychczasowych mieszkańców. Pozostali lokatorzy Żydzi. Kordian Tarasiewicz wspomina dwa nazwiska: Trajde Telbluma i Jakuba Weintroba.
21 sierpnia 1942 roku w trakcie nalotu radzieckiego w budynek magazynów na Grzybowskiej 37 uderzyła jedna z bomb. "W nocy dostaję do domu telefon, że wybuchł pożar w naszym magazynie. Mimo braku przepustki i godziny policyjnej jadę na rowerze na miejsce. Widzę dużo pożarów i nikt mnie nie zatrzymuje. Na Żelaznej widać wstrętne postacie czarno ubranych Łotyszów pilnujących getta od początku akcji wysiedleńczej. Na terenie fabryki zastaję palący się dach magazynu. Ogień raczej zlokalizowany, a możliwe było zapalenie się w opuszczonym domu frontowym powiewających na wietrze firanek w otwartych oknach. Dziwne wrażenie sprawiał pożar w głuchym zakątku miasta, wobec pustych sąsiednich domów" - wspominał Kordian Tanasiewicz.
Kij na Wójcika
Po likwidacji małego getta budynek mieszkalny ponownie powrócił do firmy. Najpierw jednak Niemcy obrabowali z cenniejszych przedmiotów mieszkania opuszczone przez Żydów. Resztę mienia kupiła od Niemców firma niejakiego Wójcika. Opróżnianie przez niego mieszkań obywało się w obecności żandarmów niemieckich i żydowskich policjantów. Między Wójcikiem a policjantami doszło do sprzeczki o jakieś przedmioty. Argumentem okazała się ostatecznie noga od stołu jadalnego, którą policjanci solidnie poturbowali Wójcika.
Teraz do budynku sprowadzili się Polacy. Ulokowały się tu biura Plutona, a gospodarzem domu został przedwojenny intendent klubu tenisowego Legia Kazimierz Szerszeń. Na dziedzińcu kamienicy urządzano nawet spotkania turniejowe. W dawnych sklepach znalazły się teraz magazyny, gdzie oprócz ocalałych resztek kawy i herbaty przechowywano odkupione od Niemców resztki starych win fukierowskich - zarekwirowanych przez okupanta już w 1939 r. Ponoć najstarsze były tu roczniki z 1668 r.
Budynki dotrwały do Powstania Warszawskiego. Wieczorem 12 sierpnia 1944 r. pocisk zniszczył strop budynku fabrycznego. Kolejne pociski spadły następnego ranka. 15 sierpnia dom opuścili mieszkańcy, uciekając w kierunku Śródmieścia. 17 i 18 teren fabryki Plutona był na przemian zajmowany przez Niemców i odbijany przez powstańców, a posesja przy Grzybowskiej 37 stała się aż do końca powstania linią frontu. Ostatecznie dzięki mocnym konstrukcjom uszkodzony budynek fabryczny i dom przy Grzybowskiej przetrwały i można je było odbudować.
Przeciw odbudowie wystąpiło jednak Biuro Odbudowy Stolicy, przekonując, że koliduje ona z planami urbanistycznymi nowej Warszawy i wystaje poza linię regulacyjną poszerzanej Grzybowskiej. Ostatecznie w 1946 r. właścicielom udało się uzyskać zgodę na remont budynku i jego tymczasowe użytkowanie do 1951 r., ale już w 1950 r. posesję upaństwowiono. Dom jednak przetrwał.
Od naturalnej po zbożową
Kordian Tarasiewicz: Firmę Pluton założył mój dziadek Tadeusz Tarasiewicz w 1882 roku, po przeniesieniu się z Krakowa do Warszawy. Była to pierwsza przemysłowa palarnia kawy w Polsce.
Pluton zajmował się handlem kawą, herbatą i kakao, paleniem kawy i produkcją surogatów kawy. W czasie okupacji firma przestawiła się na produkcję kawy zbożowej.
Żyto z betonu
W czasie betonowania konstrukcji domu mieszkalnego Plutona doszło do zabawnego zdarzenia. Przez drewniany szalunek wyrosło coś zielonego. Po zdjęciu desek z betonowego podłoża wyjrzało żyto. Okazało się, że to przejeżdżająca przez bramę furmanka z żytem zawadziła kiedyś o rusztowanie. Jeden z worków pękł, ziarenko wpadło w świeżą masę betonową i wiosną zaczęło kiełkować
Tyle zostało
Kordian Tarasiewicz niemal zaraz po upadku powstania dotarł na Grzybowską 37. Wspominał: "Z biciem serca dojeżdżam do Grzybowskiej. Na progu leży ciało zabitego porucznika w stanie rozkładu. Można jedynie odróżnić opaskę biało-czerwoną. Frontowy budynek wypalony. Cały narożnik ze zwaloną konstrukcją żelbetową, magazyny i i garaże spalone, zaś budynek fabryczny, poza zawalonym stropem dachowym ma przeprutą od góry do dołu ścianę klatki schodowej. Obiegam dom frontowy i znajduję dwa lokale, które się nie spaliły. W piwnicach wszystko jest skradzione ale pozostały dwa obrazy Wyspiańskiego, przedstawiające Michała Tarasiewicza. W piwnicy fabrycznej trup mężczyzny częściowo zjedzony przez szczury. Miejsce pod schodami, gdzie zamurowano wina fukierowskie rozbity mur i pełno butelek, natomiast pod magazynem poprzecznym zamurowano druga część wina - nietknięta".
PS Serdecznie dziękuje panu Kordianowi Tarasiewiczowi za udostępnienie maszynopisu jego pracy poświęconej historii domu przy Grzybowskiej 37
Metryka domu
Adres Grzybowska 37
Nr hipoteczny 1050
Fabryka zbudowana 1910
Zburzona 1944
Dom mieszkalny zbudowany 1936-37